NR 30
(CZERWIEC 2003)
"Wojownicy wykuwają swoje ciało w ogniu własnej woli dzień po dniu".
Nie jest to łatwe zadanie. Każdy uprawiający sztuki walki musi zmagać się z wieloma problemami. Pokonywać niezmiennie słabości własnego ciała i umysłu. Przezwyciężać kryzysowe chwile.
Droga kobiet na tym polu jest znacznie trudniejsza niż mężczyzn. Dodatkowo muszą walczyć z otoczeniem o takie samo prawo do uprawiania sztuk walki, tłumaczyć innym i sobie, że to co robią jest czymś całkiem normalnym i ma sens.
Wielokrotnie widziałem, jak dziewczyny odchodzą z sal treningowych, nie wytrzymując tego nacisku. Nauczyciele bardzo często nie zdają sobie sprawy z ich problemów, nie bardzo wiedzą jak "radzić" sobie z kobietami. A one nie mając wsparcia u trenerów, poddają się presji rodziny lub znajomych i jedna po drugiej "znikają".
Panie zajmujące się taijiquan (tai chi chuna), mają znacznie łatwiej. Są inaczej postrzegane przez otoczenie, bo jest to tzw. "miękka sztuka". Ćwiczące karate lub boks są już całkiem inaczej traktowane. Skąd biorą się te różnice i jak pokonywać te stereotypy? Wiele razy namawiałem koleżanki, ćwiczące różne sztuki walki, aby napisały coś o swoich przeżyciach, podzieliły się swoimi problemami i refleksjami. Zawsze odmawiały, zasłaniając się różnymi błahymi powodami. Znamienne jest to, że mężczyzna uprawiający sztuki walki, poproszony o wywiad, zawsze się zgadza, jest to dla niego pewna nobilitacja w środowisku. Kobiety natomiast zawsze odmawiają, ukrywają przed światem, że coś ćwiczą.
Od dłuższego czasu drążę ten temat i chyba powoli zaczyna przynosić to jakiś efekt. W tym numerze pojawiają się pierwsze teksty. Mam nadzieję, że będzie to mały "kamyczek", który wywoła większą "lawinę". Może inne wojowniczki przełamią się i zabiorą głos w tej sprawie. Zapraszam do przysyłania artykułów, mój magazyn jest dla Was otwarty.
Tomasz Grycan
P.S.
Ten numer magazynu ukazał się z opóźnieniem, z powodu nieustających awarii mojego komputera. Nieuczciwy sklep sprzedał mi uszkodzoną maszynę. W przeciągu ostatnich miesięcy prawie każdy z jego elementów objawiał jakąś wadę ukrytą i uniemożliwiał pracę na nim. Często traciłem swoje dane. Jeżeli ktoś wysłał do mnie jakiś e-mail i nie otrzymał na niego odpowiedzi, to prawdopodobnie trafił na szczytowy moment kolejnego chaosu. Proszę przesłać mi go jeszcze raz. Ponieważ moje problemy z komputerem ciągle trwają, ta sytuacja może się niestety jeszcze przeciągnąć. Jest to niezależne ode mnie.
Publikacja tego wydania w internecie przedłużała się także z tego powodu, że wielu autorów tekstów korzystając z przesunięcia terminu, przysyłała mi nowe poprawione wersje swoich artykułów, a przez to wielokrotnie musiałem zaczynać prace od początku.
P.S.2
Jeszcze raz przypominam, że nie rozsyłam żadnych materiałów (książek, kaset wideo, płyt CD, opisów form, itp.) poświęconych sztukom walki. Wszystko co mam dla Was do zaoferowania, znajduje się tylko w tym internetowym serwisie. Nie przysyłajcie mi więc listów z prośbami o tego typu rzeczy. Jeżeli coś jest Wam potrzebne, skorzystajcie z "Kącika Wzajemnej Pomocy".
KILKA SŁÓW NA TEMAT ŹRÓDEŁ CHEN TAIJIQUAN
Konrad Dynarowicz
kdynarowicz@linart.pl
Poniższy artykuł stanowi próbę trochę innego spojrzenia na historię rozwoju Chen Taijiquan.
W jednym z artykułów napisałem jako podsumowanie: "istnienie podobieństw myśli pomiędzy "Sztuką wojny" Sun Zi czy dziełami innych chińskich strategów z zasadami pchających dłoni taijiquan oznacza istnienie przekazywanej i twórczo rozwijanej z pokolenia na pokolenie przez setki lat tej samej matrycy kulturowej"(1). Jeśli sięgniemy do dzieła skompilowanego w okresie dynastii Han (206 r.p.n.e. - 221 r.n.e.) pt. "Kroniki Państw Dynastii Wu i Yueh" ("Wu Yueh Chun Chiu") będziemy mogli przeczytać następujące słowa wojowniczki noszącej imię Yueh Nu: "Kiedy ćwiczymy sztukę walki wręcz skupiamy swojego ducha na wnętrzu a na zewnątrz sprawiamy wrażenie rozluźnienia... . Kiedy przyjmujesz różne postawy regulujesz swoją chi, poruszając się zawsze żwawo"(2).
Kiedy zaczniemy wertować "Prawdziwą księgę południowego kwiatu" Chuang Tzu - podstawowe dzieło klasyki taoistycznej, natrafiamy na rozdział zatytułowany "O szermierce" a w nim czytamy: "Sztuka szermierki polega natym by stworzyć u przeciwnika wrażenie bezbronności i zachęcić go do rozpoczęcia ataku. Wykonuję ruch dopiero gdy on to uczyni, ale mój miecz trafia pierwszy"(2). Teraz pozwolę sobie zacytować myśli z "Sun Zi Bing Fa": "atakuj kiedy nie jest na to przygotowany, pojawiaj się tam, gdzie on się tego nie spodziewa", następnie z "Ta Shou Yao Yen" Wu Yuxianga (twórcy stylu Wu Taijiquan): "Jeśli przeciwnik się nie porusza, ja też się nie poruszam; jeśli przeciwnik wykona choćby niewielki ruch, uderzam pierwszy"(2).
Czy członkowie rodziny Chen posiadali wiedzę na temat qigong i sztuki walki przed Chen Wangtingiem ? Warto tu wspomnieć o Chen Bu, pierwszym z rodziny, który przeniósł się do obecnej wioski Chenjiagou w prowincji Henan. W "Chen Shi Taijiquan Gu Jin" można znaleźć wzmiankę, że Chen Bu posiadał umiejętności w "Nei Gong Quan Shu" (Wewnętrznej Sztuce Walki) i że ta sztuka walki była przekazywana w sekrecie w obrębie rodziny aż do czasów Chen Wangtinga.
W "Chen Shi Taijiquan Huizong" Chen Jifu (Ziming) można przeczytać, iż Chen Bu mówił: "mędrcy stworzyli techniki "fu xing" (zatrzymywania prawdziwej energii a związane z duchowym i moralnym rozwojem), jako podstawę swojej praktyki; ja wykorzystałem "wu sheng" (rozwijanie silnej budowy ciała) najpierw, nie tylko po o by mieć mocne ciało, ale by móc kontynuować głębszą naukę i zaawansowane ćwiczenia"(3). Chen Wangting w swojej pieśni "O długim i krótkim wersie" pisze prawdopodobnie o książce "Tai Shuang Ting Wai Jing Yu Jing" Wei Huacun (251 - 334) z okresu wschodniej dynastii Jin albo o "Shang Qing Huang Ting Nei Jin Jing" napisanej w okresie dynastii południowych (5 - 6 stulecie n.e.). Obydwie książki uważane są za prace na temat technik qigong. Gu Liuxin w swojej książce "Paocui" pisze, że była to "Huang Ting Jing" napisana przez Wang Xizhu (331 - 379) żyjącego w czasach dynasti Jin(13).
Chcąc opisać Chen Taijiquan musimy wziąć pod uwagę zarówno aspekt ruchów fizycznych, energii wewnętrznej, zasad filozofii i taktyki walki tego stylu, jak i faktu istnienia wpływów nań innych sztuk walki.
Według prof. Douglasa Wile(2) na powstanie Taijiquan miało pośrednio trzech ludzi. Jeśli chodzi o jego postawy, formy, twierdzi on, że mają swoje źródło w "Klasyce Walki Wręcz" (Quan Jing) generała Qi Jiguanga (1528 - 1587). "Klasyka Walki Wręcz" stanowi jeden z rozdziałów pracy noszącej tytuł "Nowe Efektywne Metody Walki Wręcz" (Ji Xiao Xin Shu). Jeśli chodzi o filozofię i ideologię, mówi się, że ich źródeł należy poszukiwać w "Sztuce Wewnętrznej Szkoły" Wang Cheng-Nan a opisanej przez Huang Tsung-Hsi (ojca) i Huang Pai-Chia (syna) w "Epitafium dla Wang Cheng-Nana". Pisma Chang Nai-Chou miałyprzekazać wiele z języka oraz teorii klasyki Taijiquan. Teoretyczne pisma Changa wywodzące się z XVIII wieku oraz stworzona przez niego forma dwudziestu czterech znaków odnoszą się do nauczania i esencji Taijiquan.
Bez ruchów "Pojedyńczy Bicz", "Złoty Kogut Stojący na Jednej Nodze", "Uderzenie w Końską Szyję" etc. Taijiquan nie byłoby tym czym jest. A ruchy te wywodzą się z 32-ruchowej formy ręcznej generała Qi Jiguanga opisanej przez niego w "Klasyce Walki Wręcz". Forma ta stanowiła praktyczną i syntetyczną esencję szesnastu stylów walki. Wśród nich był również "Styl Walki na Bliski Dystans Wełnianego Changa". Qi pisał o nim: "poprzez miękkość ruchów wyraża siebie w unikach i skrętach"(2). Pisał także, iż: "jedna postawa następuje po drugiej w odpowiednim porządku"(2).
Powróćmy raz jeszcze do generała Qi. Około 50 kilometrów od Chenjiagou (kolebki stylu Chen Taijiquan znajduje się Klasztor Shaolin (Klasztor Małego Lasu). T.Dufesne i J.Nguyen(4) wysuwają hipotezę, że Taijiquan i Shaolin byli bardzo bliskimi kuzynami, nie tylko ze względu na ich bliskość geograficzną(5). Piszą oni, iż ich teorie, techniki i formy wykazują czasami uderzające podobieństwa. Po drugie Shaolin i Taijiquan zawdzięczają wiele stylowi generała Qi Jiguanga. Po trzecie, pewne techniki istnieją lub istniały w obu systemach ale nie było ich w systemie generała Qi(4).
O powiązaniach Shaolinquan i Taijiquan może według nich(4) świadczyć również obecność imion Jingang i Weituo(6) w formach Chen Taijiquan. Jingang w nazwie drugiego ruchu Laojia Yilu (Pierwszej Formy Starego Stylu), Weituo w 47 ruchu Taiji Jian (Miecza Taiji). Matsuka Takashu pisze(4), że forma Hongquan (znana ze stylu shaolinquan) była w dawnych czasach czwartą formą stylu Chen Taijiquan, co potwierdzają zapiski rodziny Chen(7). W formach z kijem w obydwu stylach cztery ruchy mają takie same nazwy(4). I na koniec rzecz dość niesamowita i sądzę, że wymagająca dlatego weryfikacji - w wydanej w 1984 roku książce "Shaolin Wushu" prezentowana jest forma z Shaolin, która posiada taką samą kolejność i nazwy ruchów jak forma stylu Chen Taijiquan(4).
System Shaolinquan skorzystał również z technik stylu generała Yu Dayou (Yu Ta-Yu). Wiadomo, że Yu uczył sztuki walki mnichów z Shaolin(4). Niewątpliwie Yu Dayou i Qi Jiguang wymieniali między sobą doświadczenia dotyczące technik walki. Yu uczył także Qi sztuki walki kijem, którą wykorzystał dokonując syntezy własnego stylu(2). Jest więc możliwe, że obydwaj ćwiczyli style podobne do siebie. Dufresne i Nguyen zadają sobie pytanie, czy nie jest możliwe, że Taijiquan może wywodzić się pośrednio ze stylów generałów Yu i Qi poprzez styl Shaolinquan z okresu pomiędzy wiekiem 16-tym a 17-tym. Jest również możliwe, iż w trakcie swojego rozwoju Taijiquan ulegało i innym wpływom.
Przypisy:
1. Konrad Dynarowicz "Co mają wspólnego pchające dłonie Taijiquan ze "Sztuką Wojny" Sun Zi i ideami tradycyjnej chińskiej wojskowości". Świat Nei Jia Nr 30 (Czerwiec) 2003.
2. Douglas Wile "Tai-Chi Ancestors. The Making of an Internal Martial Art". Sweet Chi Press, NY 1999.
3. "The Best of "The Chen-Style Taijiquan Journal" 1993-1995, wyd. WCTAG.
4. www.spheral.com/alma/martial/texts/tjq-slq-e.html
5. Pisali o tym i inni autorzy, co można przeczytaćw "The Best of "The Chen-Style Taijiquan Journal" 1993-1999", wyd. WCTAG.
6. Weituo i Jingang są bóstwami ochronnymi, strażnikami buddyjskich świątyni.
7. www.chinafrominside.com, artykuł Jarka Szymańskiego "Brief Analysis of Chen Family Boxing Manuals" (polskie tłumaczenie tego artykułu dokonane przez autora można znaleźć na stronie stowarzyszenia WCTAP: www.chentaiji.pl
Chen Taijiquan
V WIZYTA WIELKIEGO MISTRZA CHEN XIAOWANGA W POLSCE
Kinga Wąchal
chentaiji@qba.krakow.pl
W dniach 3 - 5 maja 2003 roku odbyło się we Wrocławiu seminarium z Wielkim Mistrzem Chen Xiaowangiem. Gdy wczesnym rankiem 3 maja W.M.Chen Xaiowang pojawił się wreszcie przed drzwiami Wrocławskiego Ośrodka Sportowego twarze wszystkich uczestników seminarium rozjaśniły się a Mistrza przywitało mnóstwo przyjaznych uśmiechów i gromkie oklaski. Dlaczego nareszcie? Nieszczęśliwy zbieg okoliczności (jak to czasem bywa w podróży) a w związku z nim kłopoty z polską wizą dla W.M.Chen Xiaowanga spowodowały bowiem opóźnienie jego przylotu o 2 dni. Wstępny program seminarium przewidywał bowiem pierwsze dwa dni na poprawę formy yilu laojia, następne dwa dni na naukę i poprawę 23 - ruchowej formy z szablą natomiast ostatni dzień (5 maja) przeznaczony był na poprawę formy 19 - to ruchowej i ćwiczeń chansijing (rozwijania jedwabnego kokonu). W związku jednak ze wspomnianymi wyżej kłopotami program został skrócony do 3 dni które objęły 1 dzień na poprawę yilu laojia, 1 na formę z szablą, 1 na formę 19 - to ruchową i chansijing. Uczestnicy seminarium nie byli zachwyceni takim obrotem sprawy lecz jednocześnie zodowoleni, że seminarium choć skrócone to w ogóle się odbędzie.

W.M. Chen Xiaowang
koryguje Marka Balińskiego
W.M.Chen Xiaowang ponownie zachwycił nas swoim spokojem ducha oraz niesamowitą osobowością, która umożliwia mu tak wspaniały kontakt z uczniami. Mimo że byliśmy trochę zmęczeni z powodu zwiększenia (w zaistniałej sytuacji było to rzeczą oczywistą) ilości godzin codziennego treningu to jednak wszyscy byliśmy zachwyceni klarownością przekazu Mistrza i tym jak wiele można nauczyć się w tak krótkim czasie. Na początku zawsze W.M. Chen Xiaowang parokrotnie i bardzo dokładnie pokazywał i objaśniał każdy fragment formy, następnie wszyscy wspólnie wielokrotnie go powtarzaliśmy aby każdy mógł zanotować sobie w głowie, który ruch jest dla niego niejasny i później w części czasu ku temu przeznaczonej, mógł o to zapytać. Bardzo ważne wydały mi się słowa, które przy tej okazji Mistrz wypowiedział: "Nie bójcie się pytać, jeśli nie rozumiecie jakiegoś ruchu czy postawy - nawet gdy chcecie zapytać o to samo co wasz poprzednik - jeśli chcecie zapytać o to samo trzy razy, pięć razy, dziesięć razy - nie ma sprawy" (tu pojawił się lekki uśmiech na twarzach uczestników).
Wydaje mi się, że część "pytania i odpowiedzi" jest jedną z najważniejszych części seminarium - ponieważ można wtedy zapytać o ten ruch i tą postawę które właśnie tobie sprawiają największe trudności. Być poprawianym przez Mistrza jest największym skarbem, gdyż widzi on wszystkie niedoskonałości naszego ruchu (to pewnie dlatego ludzie tak denerwują się przy ustawianiu), a ciało raz ustawione w prawidłowej pozycji zdaje się zapamiętywać ten wzorzec, mało tego jeśli jednocześnie użyjemy umysłu i ciała by go zapamiętać możemy później tym łatwiej odtworzyć postawę czy ruch gdy ćwiczymy sami. Taiji przebywających na wrocławskim seminarium uczestników stało się więc po nim lepsze, mocniejsze i oczyszczone z nalotu czasu jaki dzielił nas od poprzedniego spotkania z naszym Mistrzem, który jest dla nas źródłem czystej wiedzy i doświadczenia. Nie bez przyczyny naród chiński nadał W.M. Chen Xiaowang tytuł: "narodowego skarbu".
Wu Taijiquan
STYL "WU" TAIJIQUAN
Dariusz Muraszko
muraszko@free.polbox.pl
Szkoła "wu" to kolejna odmiana taijiquan bardzo popularna w Chinach i USA. Wywodzi się bezpośrednio ze stylu "yang" skodyfikowanego w XIX w. przez mistrza Yang Lu Chan. Ten z kolei miał dwu synów, z których jeden, nazywający się Yang Ban Hou, był nauczycielem niejakiego Quan You. Quan You przekazał swoją wiedzę między innymi: Wang Mozhai, Wang Peisheng oraz własnemu potomkowi Wu Jian Quan. Metoda walki przez nich propagowana zwana jest stylem "wu" (nie mylić z innym stylem "wu" stworzonym przez Wu Yu Hsinga).
Bazą szkoleniową "wu" taijiquan jest forma 81 sekwencji. Jednak można spotkać mistrzów, którzy propagują formy zawierające 89 lub 121 ruchów. Po redukcji (do 37) powtarzających się pozycji, w 1953r powstała skrócona wersja, która zawiera najważniejsze techniki formy tradycyjnej. Stosunkowo niedawno opracowano kolejny wariant składający się z 45 kombinacji.
Między "yang" a "wu" istnieją pewne różnice. Postaram się je wyjaśnić na przykładach trzech znanych powszechnie technik taiji.
1. Pojedynczy bicz
W stylu "wu" technikę pojedynczy bicz wykonuje się stojąc w postawie "jazdy na koniu" (chin. ma-pu), natomiast w stylu "yang" ciężar ciała spoczywa na nodze wysuniętej, co tworzy postawę "łuku i strzały" (chin. gun-bu).
2. Omiatanie kolana i krok naprzód.
W "yang" krok ten charakteryzuje się miękką i głęboką postawą "łuku i strzały". Odmiana tego ruchu w stylu "wu" uwypukla skłonność do pochylenia tułowia ku przodowi.
3. Krok w tył i odrzucenie małpy.
Analogicznie jak w ruchu opisanym wcześniej w "wu" występuje tendencja do pochylenia kręgosłupa, a także wykonania niżej niż w "yang" pchnięcia ręką.
Podsumowując należy jeszcze raz podkreślić, iż w odmianie "wu" większość pozycji wykonywanych jest z mocno pochylonym tułowiem (penetracja, podążanie za wycofującym się przeciwnikiem), podczas gdy w stylu "yang" odchylenie od pionu kręgosłupa stanowi najczęściej błąd. Również kształty ręki w obu metodach są zupełnie inne. W "yang" dominuje układ dłoni z łagodnie rozłożonymi palcami (sposób trzymania piłki od koszykówki), natomiast w wariancie "wu" cztery palce są złączone, a kciuk lekko odwiedziony. Taki kształt zwany jest "pyskiem tygrysa" i w stylach zewnętrznych służy min. do chwytów za gardło.
Analiza powyższych różnic może skłonić do pytania: która z odmian jest skuteczniejsza? Oczywiście na tę wątpliwość nie ma odpowiedzi (chociaż styl "wu" taijiquan uznawany jest za wyjątkowo efektywny w samoobronie). Myślę, że zawsze liczy się sposób wykonania techniki, a nie jej nazwa. Jeden z moich chińskich nauczycieli zanosił się od śmiechu, gdy mu prezentowałem na video wyczyny niektórych nauczycieli taijiquan. Dokument powstał w Państwie Środka i ukazywał komercyjne oblicze tej pięknej sztuki. Skośnoocy "eksperci" miotali swoimi uczniami na lewo i prawo, ledwie ich dotykając. W innych ujęciach podstawieni napastnicy padali na ziemię tylko pod wpływem (o zgrozo !) "paraliżującego" spojrzenia. Po projekcji filmu, mój nauczyciel wyjaśnił iż biznes jest biznes. Oczywiście nie kwestionuję skuteczności taiji. Sugeruję jedynie, że jak w każdej dziedzinie możemy spotkać fachowców i naciągaczy.
Prawdopodobnie jednym z pierwszych mistrzów, który udowodnił w Polsce skuteczność technik taiji był dr Yang Jiwing Ming z Bostonu. Jego pokaz bojowego wydania tej sztuki wraz z aplikacjami przypominał wizualnie "zewnętrzne" kung-fu. Ujmując rzecz krótko, cios był ciosem, a zawiłe teorie związane z energią "qi" nie były w tym najistotniejsze.
Na zakończenie przytoczę fragment wypowiedzi mistrza Wu Tunan z pisma "China Daily" (1981), która poruszyła aspekt tzw. siły "qi" w stylu "wu":
"Ostatnie odkrycia w fizjologii, nauki zajmującej się mózgiem i innych pochodnych dziedzinach dowiodły, że pod kontrolą naszego umysłu znajdują się nie tylko mięśnie wprawiające ciało w ruch. Poprzez skupienie uwagi na określonych częściach ciała i myślenie o tym w odpowiedni sposób już dzięki krótkiemu okresowi treningowemu - przy wykorzystaniu biologicznego sprzężenia zwrotnego - określone wewnętrzne działania mogą podlegać naszej kontroli, a także mogą być one wywoływane. Zjawisko to zostało zaobserwowane już dużo wcześniej i było wykorzystywane przez mistrzów taijiquan setki lat temu. Jednym z eksperymentów przeprowadzonych w ostatnich latach na zachodzie było zwiększanie i zmniejszanie temperatury koniuszka palca samą siłą umysłu. Jest to rezultat zamykania i otwierania naczyń włoskowatych tylko przy pomocy samego myślenia o tym. Jest to naukowe wyjaśnienie lekkiego rozszerzania i mrowienia często odczuwanego przez praktyków taijiquan, kiedy ich umysły są skupione na dłoniach lub koniuszkach palców. Czasami, można odczuć także strumień ciepła przebiegający przez określone partie ciała w czasie wykonywania pewnych ruchów. Jest to spowodowane rozszerzeniem większych naczyń krwionośnych, co umożliwia przepływanie przez nie większej ilości krwi. Chociaż szerokie zrozumienie "qi" dalej jest tematem naukowych spekulacji i nie wiadomo, co powoduje ciepło i mrowienie (swobodny przepływ krwi, "qi", czy też te dwa czynniki razem), to jednak najważniejszą rzeczą jest to, że praktykowanie taijiquan w oparciu o zasadę kierowania "qi" poprzez umysł i doprowadzenie do swobodnej cyrkulacji tej energii w ciele wspaniale oddziaływuje na nasze zdrowie i długowieczność".
TAIJIQUAN A "SZTUKA WALKI" SUN ZI I IDEE TRADYCYJNEJ CHIŃSKIEJ WOJSKOWOŚCI
Konrad Dynarowicz
kdynarowicz@linart.pl
Mówiąc o Taijiquan polscy autorzy zazwyczaj piszą na temat Zhang Sanfenga (Chang San-Fenga), taoizmu oraz rodziny Yang. Niewielu stara się badać źródła tego stylu. Poniższy artykuł stara się wypełnić tą lukę i nakreślić trochę inne jego oblicze.
Jeśli chodzi o formę to wszystkie style Taijiquan wywodzą się z form rodziny Chen. Natomiast formy rodziny Chen mają swoje źródło w "Klasyce Walki Wręcz" ("Quan Jing") (1) generała Qi Jiguanga (Chi Chi-Kuanga) (1528 - 1587). Pisma i dokonania generała Qi wywarły olbrzymi wpływ na uwczesną wojskowość chińską oraz po części stały się zaczynem do powstania Taijiquan.
W swojej "Klasyce Walki Wręcz" Qi opisał 32-ruchową formę ręczną, która była przeznaczona do treningu oddziałów wojskowych. Forma ta została stworzona poprzez syntezę najlepszych cech 16-tu stylów, które znał i ćwiczył generał Qi. (Będąc wojskowym i jednocześnie praktykiem sztuk walki był wrogiem "kwiecistych form" czyli form w których występował przerost formy nad treścią.) Podobną rzecz jak z formami ręcznymi uczynił jeśli chodzi o bronie, wykorzystując techniki włóczni Tang Shun-Chih (1507-1560) oraz kija Yu Ta-Yu (1504-1580). Zarówno Tang jak i Yu byli towarzyszami broni generała Qi. Byli nimi także Ho Liang-Chen, Cheng Jo-Tseng, Wu Shu i Mao Yuan-I(2), dowódcy polowi ale także reformatorzy wojska i autorzy pism w których przekazywali swoje myśli i doświadczenia.
Tang Shun-Chih oparł swoje pisma - "Wu Pien" - o pracę generała Qi. Nic więc dziwnego, iż uczynił to również i Chen Wangting (1600-1680) twórca stylu Chen Taijiquan. Według historyków Tang Hao i Gu Liuxin 29 postaw zawartych w stylu rodziny Chen wywodzi się ze stylu genereła Qi Jiguanga. Tang Hao odkrył też w Chenjiagou, wiosce rodziny Chen, kopie prac generał Qi(3).
Na powstanie Taijiquan miał olbrzymi wpływ generał Qi Jiguang. W tym kontekście nie powinno więc zaskakiwać, że na idee, filozofię i taktykę stylu miały wpływ idee chińskich wojskowych z XVI i XVII oraz oczywiście "Bing Fa Sun Zi" czyli "Sztuka Wojny Sun Zi".
Dla niektórych praktyków Taijiquan może wydawać się to nieprawdopodobnym ale jest to jak najbardziej możliwe.
W pracy "Ta Shou Yoa Yen" Wu Yuxianga można przeczytać następujące słowa: "Jeśli przeciwnik się nie porusza, ja też się nie poruszam; jeśli przeciwnik wykona choćby niewielki ruch, uderzam pierwszy"(3). W XVI wieku generał Yu Ta-Yu, słynny również ze swoich umiejętności walki kijem pisał co następuje: "Tuż przed użyciem energii przeciwnik jest twardy. Korzystam z miękkości, która podąża za użytą przez niego energią. Przeciwnik jest wzburzony podczas gdy ja czekam w spokoju manipulując nim podczas gdy on się miota"(3).
Natomiast tak naprawdę wiele z tych idei można znaleźć w "Bing Fa Sun Zi". Co tam znajdujemy? "Atakuj, kiedy nie jest na to przygotowany, pojawiaj się tam, gdzie on się tego nie spodziewa". Czytamy również: "Znaj wroga i znaj siebie, a choćbyś stoczył sto bitw, nic ci nie grozi"..."Tak ulotny i nieuchwytny, że nie ma postaci. Tak cudownie tajemniczy, że go nie słychać. Dzięki temu staje się panem losów swojego przeciwnika"(4).
U Sun Zi możemy przeczytać również myśli na temat metafor "woda" czy "pustka" używanych w Taijiquan a także innych wewnętrznych systemach. "Wojsko można porównać do wody, bo jak woda nie trzyma się wyżyn i podąża w dół, tak i wojsko unika pełni sił, a uderza w ich pustkę"(4).
Natomiast Ho Liang Chen w swoim "Chen Chi" rozwija idee Sun Zi mówiąc o niespodziewanym działaniu, energii i spontaniczności, a więc o ideach tak nierozerwalnie związanych z Taijiquan. O niespodziewanym działaniu mówi co następuje: "Nasza stałość (spokój) jest niespodzianką dla niecierpliwego nieprzyjaciela, twoja swoboda jest niespodzianką dla zmęczonego przeciwnika...Wszystko może byćniespodzianką"(4).
Również i w "Podręczniku z Dwóch Sal" autorstwa Chen Wangtinga, można znaleźc bezpośrednie odniesienia do "Bing Fa Sun Zi": "Każdy wie jak wykonać rzut czy zablokować atak przeciwnika ale tylko kilku wie jak zdobyć przewagę dzięki działaniu przeciwnika"(5). A co pisze Sun Zi: "Kto potrafi zwyciężać zależnie od zmian w sytuacji przeciwnika, o tym powiadają boski" (4).
W "Podręczniku..." można również znaleźć dosłowne nawiązania do "Tan Daoji" (czyli "Trzydziestu Sześciu Podstępów") a konkretnie taktyki nazywanej "Zwód na Wschód i Atak od Zachodu": "Przewchwycić atak od przodu i chronić tył, nie pozostawiając miejsca które jest odkryte. Uderzać od zachodu czyniąc hałas od wschodu - oto są strategie, które mistrz musi znać"(5).
Bez wątpienia można więc stwierdzić, iż chińska tradycyjna strategia wojskowości była wyjątkowo obfitym źródłem dla taktyki i filozofii Taijiquan.
Przypisy:
1. "klasyka walki wręcz" ("Quan Jing") była rozdziałem pracy generała Qi Jiguanga na temat strategii i sztuk walki noszącej tytuł "Nowa książka na temat efektywnych technik" ("Ji Xiao Xin Shu").
Prace generała Qi były wielokrotnie wydawane w Chinach i cytowane przez innych wojskowych, były też wydawane pod różnymi tytułami w Japonii i Korei.
2. Wielu z nich było ludźmi niskiego stanu, którzy dzięki zdolnościom i osobistym przymiotom stali się dowódcami polowymi.
3. Douglas Wile, "T'ai-chi's Ancestors. The Making of an Internal Martial Art", Sweet Ch'i Press, NY 1999
4. Sun Zi "Sztuka Wojenna. Chiński traktat o skutecznej taktyce i strategii w walce zbrojnej oraz w życiu i w interesach", spolszczył i opracował Robert Stiller, vis-a-vis/Etiuda, Kraków 2003.
5. www.chansigong.quizk.com (cytat z "Summary Prose of the Art. Of Fist by Chen Wan Ting, the founder of Chen Style Taijiquan" - tłumaczenie własne autora.)
(Uwaga autora: W powyższym artykule ze względów praktycznych używam zarówno transkrypcji pinyin, jak i transkrypcji Wade-Gilesa.)
CO MAJĄ WSPÓLNEGO PCHAJĄCE DŁONIE TAIJIQUAN ZE "SZTUKĄ WOJNY" SUN ZI I IDEAMI TRADYCYJNEJ CHIŃSKIEJ WOJSKOWOŚCI?
Konrad Dynarowicz
kdynarowicz@linart.pl
Poniższy artykuł stanowi w pewnym sensie kontynuację mojego poprzedniego artykułu "Taijiquan a "Sztuka wojny" Sun Zi i idee tradycyjnej chińskiej wojskowości".
Tui shou czyli pchające dłonie Taijiquan nie stanowią techniki walki, zostały stworzone mianowicie po to by umożliwić rozwój wrażliwości ćwiczącego a przez co umiejętności odczuwania przez niego wielkości i kierunku działania siły przeciwnika. Jak zwykł był mawiać mistrz stylu Yang Taijiquan, Yang Chenfu: "Ćwiczysz formę by poznać samego siebie a pchające dłonie by poznać przeciwnika"(1). Czy nie nasuwa się wam refleksja, że gdzieś już słyszeliście czy czytaliście coś podobnego? W "Sztuce wojny" Sun Zi ("Sun Zi Bing Fa") można przeczytać co następuje: "Znaj przeciwnika i znaj siebie a twoje zwycięstwo będzie niechybne"(2).
By zwyciężyć w walce należy więc obiektywnie ocenić mocne i słabe punkty zarówno swoje jak i przeciwnika. W pchających dłoniach Taijiquan umożliwia to technika ting czyli "słuchania"(3). "Słyszy się" poprzez oczy patrząc na działanie przeciwnika, poprzez skórę dzięki rozwojowi wrażliwości na dotyk i poprzez umysł umiejący przewidzieć jego ruchy. Nasuwa to bezpośrednie skojarzenia z "Sun Zi Bing Fa": "Rozpoznaj więc plany przeciwnika, aby wykryć ich mocne i słabe punkty...zbadaj ukształtowanie jego sił, gdzie mocne i gdzie wątłe"(2).
Pozwolę sobie teraz zacytować słowa z "Sun Zi Bing Fa" oraz "Wei Liao Tzu" i "San Lueh" (starożytne traktaty na temat wojskowości) na temat odnoszenia zwycięstw. W "Sun Zi Bing Fa" czytamy: "Bądź giętki w obmyślaniu swoich posunięć, zawsze gotów zmieniać je zależnie od sytuacji przeciwnika zanim postanowisz o przebiegu i wyniku bitwy"(2). Natomiast w "Wei Liao Tzu": "Armia osiąga zwycięstwo poprzez stałość" a w "San Lueh": "Miękkość może kontrolować twardość; słabość może kontrolować siłę"(4). Powyższe cytaty bardzo dobrze korelują z opisem techniki tsou czyli "zdobycia przewagi poprzez zejście z linii ciosu"(3). Tsou wyrażane jest również jako "przezwyciężanie siły i twardości poprzez miękkość i delikatność"(3). Dzięki zastosowaniu techniki tsou , która dotyczy działania całego ciała, siła przeciwnika, nawet bardzo duża, traci swoją efektywność i może spowodować jego upadek. Tsou jest więc stosowana do wycofywania z pozycji w której przeciwnik ma przewagę i do stania się bardziej miękkim gdy atak przeciwnika jest twardy. Czy Sun Tzu mówi coś na ten temat? Jak najbardziej! Czytamy co następuje: "Dlatego szczyt uformowania wojska polega na tym aby nie miało ono widocznej formy. Kiedy jej nie ma najsprytniejszy szpieg niczego nie wykryje..."(2) a także: "Jak woda szuka sobie drogi zależnie od terenu, tak i wojsko zdąża do zwycięstwa unikając mocnych punktów i wyszukując słabe punkty przeciwnika"(2).
Uzupełnieniem techniki tsou jest technika nien. Nien oznacza "pozostawanie w korzystnej pozycji a pozostawienie przeciwnika w niekorzystnej"(3). Oznacza też "przyleganie" lub "towarzyszenie"(3). Tsou i nien różnią się co do kierunku i rodzaju ruchu ale wzajemnie się uzupełniają. Termin "nien" pojawia się po raz pierwszy w pracy Yu Ta-Yu "Cheng Chi Tang Chi", która to praca została wydana później jako część dzieła generała Qi Jiguang (Chi Chikuang) "Ji Xiao Xin Shu" ("Chi Hsiao Hsin Shu")(4). Yu Ta-Yu pisze: "Tuż przed użyciem energii przeciwnik jest twardy. Korzystam z miękkości, która podąża za użytą przez niego energią. Przeciwnik jest wzburzony podczas gdy ja czekam w spokoju manipulując nim, podczas gdy on się miota"(4).
Dokładną ilustracją stosowania tsou i nien w praktyce wojskowości jest historia wojny wietnamskiej w latach 60-tych XX wieku. Taktykę tę stosowali wietnamczycy, oznaczała ona rozbijanie oddziałów amerykańskich na mniejsze i atakowanie ich dopiero w tym momencie. Kiedy amerykaniee atakowali, partyzanci uciekali w góry (technika tsou) i dokonywali kontrataków. W momencie odwrotu amerykanów podążali za nimi (technika nien).
Technika hua oznacza "neutralizowanie"(3) czyli przechwytywanie działania przeciwnika w momencie w którym znajduje się on w niekorzystnej pozycji i jest nieprzygotowany do wykonania następnego ruchu. Tak naprawdę hua wymaga jest połączeniem ze sobą technik nien i tsou. Użycie hua wymaga użycia peng jin, która powstaje dzięki chan si jing(5). W "Sun Zi Bing Fa" czytamy następujące słowa: "Atakuj kiedy nie jest na to przygotowany. Pojawiaj się tam, gdzie się ciebie nie spodziewa"(2).
Dopiero kiedy opanujemy technikę hua uczymy się techniki fa czyli "ataku"(3). Hua bez fa jest to jakby yin istniało bez yang. Dzięki zdobyciu przez nas przewagi przeciwnik nie jest w stanie równowagi albo też staje się sztywny i nieruchomy w pozycji obronnej. W "Sun Zi Bing Fa" czytamy następujące słowa: "Więc jeśli umiesz atakować wróg nie wie gdzie się bronić. Jeśli umiesz się bronić, wróg nie wie gdzie atakować"(2). Aby atak był efektywny musi zostać wykonany z pełną intencją odniesienia sukcesu. Ho Liang Chen w "Chen Chi" pisze: "Nasza stałość (spokój) jest niespodzianką dla niecierpliwego przeciwnika. Twoja swoboda jest niespodzianką dla zmęczonego przeciwnika...wszystko może być niespodzianką"(4).
Ćwiczenie pchających dłoni pomaga uzyskać spokój, skupienie i ciszę w naszych działaniach. Dzięki temu umiemy wyczuć odpowiedni moment do ataku jak i wycofania się. Jak mówi Sun Zi: "Nie ma nic trudniejszego niż zmagania wojenne. Ich trudność polega na tym aby krętą drogę zmienić w prostą i przeciwności obrócić w korzyść"(2).
Istnienie podobieństw myśli pomiędzy "Sztuką wojny" Sun Zi czy dziełami innych chińskich strategów z zasadami pchających dłoni taijiquan oznacza istnienie przekazywanej i twórczo rozwijanej z pokolenia na pokolenie przez setki lat tej samej matrycy kulturowej. I to być może stanowi o wspaniałym bogactwie kultury Chin.
Cytaty zostały zaczerpnięte z:
1) Konrad Dynarowicz "Znaczenie treningu pchających dłoni", Karate-KungFu 1(33)99.
2) Sun Zi "Sztuka Wojenna", spolszczył i opracował Robert Stillner,wyd.vis-a-vis Etiuda, Kraków 2003.
3) Jou Tsung Hwa "The Tao of Tai Chi Chuan. Way to Rejuvenation", 4-th edition, Tai Chi Foundation Jou Tsung Hwa, Warwick NY, 1985 - t3umaczenie w3asne autora.
4) Douglas Wile "Tai Chi Ancestors.Making of Internal Martial Arts", Sweet Chi Press 1999, -t3umaczenie w3asne autora.
5) Konrad Dynarowicz "Głębokie zainteresowanie praktyką taiji - część 2. Chansijing - energia rozwijania jedwabnego kokonu", Samuraj 9(53)02.
Uwaga autora:
Zasady pchających dłoni Taijiquan zostały zaczerpnięte z "The Tao of Tai Chi Chuan.Way to Rejuvenation", 4-th edition, Tai Chi Foundation Jou Tsung Hwa, Warwick NY, 1985 - tłumaczenie własne autora.
Taijiquan
ZDROWOTNE ASPEKTY TAIJIQUAN
Tomasz Grycan
wudang@cis.com.pl
Często na różnych plakatach informujących o treningach Taijiquan (Tai Chi Chuan), można przeczytać, że jest to "sztuka walki, medytacji i zdrowia". Niewątpliwie to bardzo kompleksowy system wpływający zarówno na ciało jak i umysł ćwiczącego. Jest doskonałym środkiem profilaktycznym i leczniczym, działa subtelnie, ale niezwykle skutecznie. Osoby ćwiczące Taiji, często same są zaskoczone jego wpływem na ich organizm.
W tej sztuce walki występuje wiele różnych styli, najbardziej znane to: Yang, Chen, Wu i Sun. Każdy z nich ma swój odmienny charakter. Na przykład przekaz rodziny Yang można porównać do dużej wolno płynącej rzeki, Chen zaś jest niczym górski strumień z werwą omijający różne głazy. Niezależnie od praktykowanego stylu, czy ruchy są wykonywane szybko czy wolno, zawsze całe ciało porusza się w sposób płynny i rozluźniony, a oddech harmonijnie współgra z resztą, tworząc jedną nierozerwalną całość. W czasie ćwiczenia wymagany jest duży stopień koncentracji umysłu. Choć wykonanie sekwencji ruchów z zewnątrz wygląda na bardzo proste, w praktyce jest bardzo trudne, bowiem istnieje olbrzymia ilość szczegółów, na które trzeba zwrócić uwagę. Prawidłowe wykonanie formy Tajiquan wymaga nieustannego korygowania specjalnego ustawienia ciała (np. bioder, kręgosłupa, barków czy głowy), wymusza to wsłuchanie się w siebie, a zarazem zwiększenie wrażliwości na otaczające bodźce z zewnątrz. Dlatego właśnie aspekt medytacyjny jest tak ważny w tej praktyce. Bez wyciszenia umysłu niewiele można zrobić. Ruchy będą wtedy wykonywane "na siłę", w sposób wymuszony, a przez to kanciaste i oderwane od siebie.
Większość systemów sportowych zajmuje się tylko ciałem, Taijiquan kładzie nacisk także na relaks umysłu. Bez tej pracy "w środku" nie można nic osiągnąć. Prawidłowe wykonanie długiej, tradycyjnej formy, która trwa około 20-30 minut, wymaga nieustannej kontroli tak wielu subtelnych obszarów ciała, że można porównać to do sterowania dużym odrzutowcem. Każdy pilot w kokpicie ma przed sobą olbrzymią ilość wskaźników, których odczyty musi stale kontrolować. Tak samo ćwiczący Taiji nieustannie zwraca uwagę na dziesiątki szczegółów. Im bardziej zaawansowana jest jego praktyka, tym więcej jest tych "drobiazgów". Olbrzymia trudność tkwi w tym, że umysł choć jest wyciszony, to jednak ciągle pozostaje czujny. To nieustanny balans pomiędzy aktywnością (faza "Yang") i biernością (faza "Yin"). Praktykującego Taiji można porównać do polującego kota. Jego ruchy z zewnątrz wyglądają na delikatne i niepozorne, ale tak naprawdę w każdej chwili jest on gotowy do skoku. Ma w sobie skumulowaną olbrzymią energię, niczym cięciwa napiętego łuku. Musi być równocześnie rozluźniony i napięty. Ten wysoki stopień koncentracji w naturalny sposób wymusza właściwe funkcjonowanie systemu nerwowego. Wykonywanie płynnych ruchów różnymi częściami ciała, praca nad ich właściwym połączeniem, pobudza korę mózgową, powodując aktywizowanie jednych obszarów, a wyciszanie innych. Praktyka taka sprzyja odpoczynkowi mózgu, przynosi ulgę w patologicznych pobudzeniach kory mózgowej i pomaga w leczeniu niektórych zaburzeń.
Ćwiczenie Taiji wymaga nieustannego skupienia uwagi, a dzięki temu nabywa się umiejętność koncentracji i wyciszenia. Jak mawia ludowa mądrość: "powolne i płynne ruchy darzą umysł spokojem". Taiji rozpuszcza stresy, sprawia, że ludzie stają się radośniejsi i bardziej optymistycznie podchodzą do życia.
W czasie praktyki Taijiquan bardzo dużą wagę przykłada się do właściwego "naturalnego" oddychania. Oddech powinien być płynny, równomierny i głęboki, a zarazem harmonijnie połączony z ruchami całego ciała. Musi współgrać z fazami "zamknięcia" i "otwarcia". Prawidłowo wykonywane ćwiczenia powodują wzrost elastyczności tkanki płucnej, a także zwiększają pojemność klatki piersiowej. Wpływają także hamująco na kostnienie chrząstek żebrowych i poprawiają wymianę tlenu oraz dwutlenku węgla. Praktyka tzw. "brzusznego oddychania" zwiększa sprawność przepony i mięśni piersiowych. Dzięki rytmicznej zmianie ciśnienia brzusznego przyspieszony zostaje przepływ krwi i wymiana gazowa w pęcherzykach płucnych. Dzięki temu można łatwiej oddychać i znacznie szybciej regenerować siły. Odczuwają to bardzo wyraźnie zwłaszcza osoby starsze, które dzięki Taijiquan nie mają już zadyszki po dobiegnięciu do autobusu lub tramwaju.
W czasie ćwiczenia Taijiquan wykonywane są płynne i harmonijne ruchy. Stale dąży się do rozluźnienia całego ciała. Mięśnie nie są sztywne, ani napięte, ale nie mogą być też bezwładne. Muszą zachować pewną delikatną aktywność. Wymagane jest połączenie siły i łagodności, dąży się do osiągnięcia kociej zwinności. Choć ruchy są "miękkie", to jednak regularne wykonywanie ćwiczeń wzmacnia mięśnie, stawy i kości. Ponieważ w Taiji biodra "kierują" wszystkim i dużą uwagę przywiązuje się do prostego kręgosłupa, ten rejon ciała jest szczególnie dobrze rozwinięty. Osoby praktykujące nie mają problemów z przygarbianiem, zwłaszcza w podeszłym wieku. Ich kręgosłupy i stawy są o wiele bardziej elastyczne. Badania wykazały też, że ćwiczenie Taiji może zapobiec lub znacząco złagodzić występowanie starczej osteoporozy, deformacji i sztywności stawów. Leczy nie tylko skrzywienia kręgosłupa, ale także chorobowe zmiany obręczy barkowej i biodrowej.
Ćwiczenie Taiji usprawnia też przepływ krwi w organizmie, a dzięki temu następuje znacznie większe jego dotlenienie. Systematyczny trening zwiększa dopływ krwi do naczyń wieńcowych, powodując silniejsze skurcze serca i poprawia procesy hemodynamiczne.
Choć wykonywane ruchy są powolne i z pozoru delikatne, to jednak regularna praktyka (zwłaszcza wykonywanie formy w niskich pozycjach) bardzo znacząco poprawia kondycję fizyczną. W sposób niezauważony dla ćwiczącego stale wzrasta wydolność jego organizmu i w czasie zwiększonego wysiłku zachowuje on normalne ciśnie krwi i puls. Taiji sprzyja ograniczeniu nadciśnienia i arteriosklerozy.
Długie i częste wykonywanie ćwiczeń w stanie specjalnej "wyciszonej aktywności", znacznie wyostrza zmysły i zwiększa percepcję. Ponieważ w czasie treningu przez cały czas wykonuje się skomplikowane ruchy wszystkimi kończynami, nabywa się znacznie większą sprawność drugiej, mniej używanej strony, a przez to rozwój ciała jest znacznie bardziej zrównoważony.
Stałe wykonywanie złożonych ruchów różnymi częściami ciała, a zwłaszcza dłońmi i palcami, nie tylko podnosi sprawność fizyczną, ale i wyrabia znacznie większą wrażliwość na dotyk. Dlatego tak wielu artystów zajmuje się Taijiquan. Prawie wszyscy mistrzowie Taiji osiągali też wirtuozerskie umiejętności w kaligrafii (np. Chen Xiaowang lub Cheng Manching).
Taijiquan jest bardzo bezpiecznym sposobem pracy z ciałem, bo nic nie wymusza się na siłę. Podstawą jest tutaj wsłuchiwanie się w siebie i podążanie własną indywidualną drogą. Osiągnięcie mistrzostwa w Taiji, to bardzo długa przygoda. Na ten "szczyt" nie można wejść na skróty. Obciążenia treningowe zwiększane są bardzo powoli i w naturalny sposób. Dlatego przy takim sposobie pracy raczej trudno jest o kontuzję. Jeżeli już do niej dochodzi, to jest to zawsze tylko wina osoby, która nie "słucha" siebie, lecz działa wbrew sobie, próbując w szybszy sposób wymusić jakiś efekt.
Dużym atutem Taijiquan jest też to, że mogą go ćwiczyć osoby w różnym wieku, niezależnie od stanu zdrowia (nawet niepełnosprawni). Poziom obciążenia jest dostosowywany indywidualnie. Każdy w zależności od własnych możliwości, temperamentu i aspiracji wybiera sobie odpowiednią "drogę".
Oprócz pozytywnych stron ćwiczenia Taijiquan, są też pewne "minusy", o których dobrze jest wiedzieć. Wszak każde działanie ma zawsze dwie strony: "Yin" i "Yang".
Jednym z aspektów praktyki Taijiquan, o którym dość rzadko się pisze, jest wzmocnienie funkcji płciowych. Zwiększony przepływ wewnętrznej energii "qi" w okolicach nerek, ma duży wpływ na organy seksualne, regenerując je (leczy na przykład bezpłodność) i pobudzając. Taiji działa w pewnym sensie jak afrodyzjak. Jest z tym związane pewne niebezpieczeństwo, a mianowicie nadmierna niekontrolowana aktywność seksualna, może doprowadzić do znacznego obniżenia energii życiowej i wyczerpania organizmu. Niestety to co zostało w takim trudzie zgromadzone, może zostać łatwo utracone. Dlatego tak ważna jest praca z umysłem, nauczenie się kontroli własnych emocji i nabycie umiejętności "wyciszania" pewnych bodźców.
Należy także pamiętać o tym, że Taijiquan zwiększa przepływ energii "qi" w ciele i dlatego nie należy go ćwiczyć tuż przed snem, bo potem mogą wystąpić problemy z zaśnięciem. Jeżeli ktoś będzie intensywnie praktykował późnym wieczorem, to na pewno potem przez pół nocy będzie przewracał się z boku na bok, zanim nad ranem zaśnie. Jeżeli już coś robi się o tej porze, to trening należy zawsze zakończyć odpowiednią medytacją, która w naturalny sposób pozwoli uspokoić, to co zostało pobudzone.
Jest też jeszcze jeden aspekt praktyki, o którym nie należy zapominać. To, że ćwiczy się Taijiquan, nie zawsze musi oznaczać, że będzie się zdrowym. Obok tego żeby coś robić, równie ważne, a może nawet ważniejsze jest, aby to dobrze robić. Niewłaściwe wykonywanie sekwencji ruchów, może doprowadzić do nadmiernych obciążeń różnych obszarów ciała, a przez to doprowadzić do kontuzji lub trwałych uszkodzeń. Osoby początkujące najczęściej skupiają się na ruchach rąk (górnej części ciała), a zapominają o nogach, przez co niezbyt dokładnie kontrolują położenie kolan, wysuwając je za bardzo poza stopy. Efektem tego jest duży ból po treningu. Takie doznania mogą zniechęcić do zajmowania się Taijiqaun. Dlatego bardzo istotna jest korekta odpowiednio wykwalifikowanego instruktora. Ktoś patrzący z zewnątrz, często znacznie wyraźniej widzi błędy. Bardzo ważne jest otwarcie się na krytyczne słowa, tylko w ten sposób można się czegoś nauczyć. Szczelne zamkniecie się w swoim własnym świecie wyobrażeń, zwłaszcza po dłuższym okresie ćwiczenia, gdy wydaje się, że już coś się potrafi, spowoduje tylko regres już nabytych umiejętności i może doprowadzić do kontuzji.
Bardzo istotne jest też uczenie się u odpowiednich nauczycieli. Niestety na Zachodzie bardzo powierzchownie praktykuje się Taijiquan. Istnieje olbrzymia ilość przekazów, nie mających zbyt wiele wspólnego z tym co robi się "u źródła". Instruktorzy uczą się z kiepsko przetłumaczonych książek lub kaset wideo. Istnieje też bardzo wiele szkół, w których niedouczeni "mistrzowie" wymyślają swoje własne Taiji. Niestety to czego uczą, często bywa szkodliwe dla zdrowia ich uczniów. Na przykład wykonywanie ciągu ruchów ze stałym specjalnym pochyleniem całego ciała do przodu, powoduje usztywnienie kręgosłupa w rejonie kręgów lędźwiowych i kości krzyżowej. Długa praktyka w ten sposób powoduje zmiany chorobowe w tym rejonie i Taiji zamiast pomóc, przynosi tylko szkody.
Zanim zaczniemy ćwiczyć, lepiej poświęcić trochę czasu, na znalezienie kompetentnego nauczyciela. Jak mawia ludowe powiedzenie: "po co robić coś słabo lub dobrze, jeżeli można to robić bardzo dobrze". Należy pamiętać o tym, że bardzo trudno jest pozbyć się złych nawyków. Znacznie lepiej jest, przede wszystkim dla własnego zdrowia, zacząć od razu właściwie praktykować.
Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat. Choć Taijiquan ma niewątpliwie olbrzymie możliwości regeneracji organizmu i zwiększania jego sił witalnych, należy zawsze pamiętać o tym, że tylko regularna i solidna praktyka może przynieść takie efekty. Ćwiczenie przez kwadrans dziennie co kilka dni, raczej nie przyniesie rewelacyjnych korzyści. Na pewno lepiej jest coś robić chociażby przez 15 minut niż wcale, ale nie należy się oszukiwać, że to odmieni nasze życie. Równanie jest proste, aby coś zyskać, trzeba coś od siebie dać. Im więcej się w siebie "zainwestuje", tym większe "plony" się potem zbierze. Aby móc dłużej i zdrowiej żyć, należy codziennie choć trochę poświęcić czasu dla własnego ciała i umysłu.
I jeszcze jedna ciekawostka. Od pewnego czasu, zwłaszcza na Zachodzie, Taijiquan dzielone jest na grupy ćwiczące: "bojowo" i "zdrowotnie". Według wszelkich niezależnych badań przeprowadzonych zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie, osoby ćwiczące Taiji jako sztukę walki, odnoszą znacznie większe korzyści zdrowotne, niż osoby zajmujące się Taiji tylko dla zdrowia. Czy to nie dziwny paradoks...?
"Owoce wszelkich umiejętności są słodkie, ale ich korzenie zawsze są gorzkie".
Taijiquan
ODPOWIEDNIE PODEJŚCIE DO ĆWICZENIA TAIJIQUAN
Kinga Wąchal
chentaiji@qba.krakow.pl
Jest pewna stara i mądra przypowieść zenistyczna o japońskim mistrzu zen imieniem Nan In (1868 - 1912) który przyjmował pewnego profesora chcącego dowiedzieć się czegoś o zen. "Nan-In przygotował herbatę. Napełnił już gościowi filiżankę ale ciągle jeszcze nalewał. Profesor przyglądał się temu, aż w końcu nie mógł się dłużej powstrzymać i powiedzał: < -Przelałeś. Więcej się już nie zmieści!> -< Jesteś jak ta filiżanka> rzekł Nan-In < Pełen opinii i domysłów. Jak mam pokazać ci zen jeśli najpierw nie opróżnisz filiżanki?>" (1)
Podejście niektórych ludzi zaczynających ćwiczyć Taijiquan jest podobne do podejścia owego profesora, ich myśli pełne są domysłów i opinii na temat Taiji. Nie pojmują oni, że aby móc zacząć się uczyć należy najpierw opróżnić umysł z domysłów i opinii i dopuścić do siebie wiedzę o prawdziwej naturze Taiji. Przychodząc na pierwszy trening powinniśmy wyciszyć nasz umysł i starać się skupić jak najwięcej uwagi na tym co ma nam do przekazania nasz nauczyciel. Jeśli będziemy starali się w ten sposób otwierać na każdym treningu może okazać się, że wiele naszych wątpliwości dotyczących ruchów formy lub postawy ciała zostanie rozwiązanych bez potrzeby zadawania naszemu nauczycielowi dodatkowych pytań. W celu wyciszenia "pozostawmy dziewczynę na skrzyżowaniu" (2) tzn. starajmy się by problemy dnia codziennego typu: "co mam zrobić na obiad?", "moje dziecko znowu dostało dwóję w szkole" ect. pozostawić przed drzwiami sali treningowej. Wiem, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić. Lecz w rzeczywistości im dłużej będziemy ćwiczyć Taiji tym łatwiej będzie nam to przychodzić, ponieważ Taiji jest nie tylko sztuką walki oraz ćwiczeniem zdrowotnym ale również medytacją, która pozwala nam odnaleźć równowagę pomiędzy umysłem i ciałem oraz pomiędzy tym co duchowe a tym co fizyczne. Taiji uczy nas odnajdywać wewnętrzny spokój o który tak trudno we współczesnym świecie.
Przypisy:
(1) - Cytat pochodzi z książki "Zen z krwi i kości", wyd. Zysk i s-ka, 1998.
(2) - Cytat pochodzi z innej zenistycznej opowieści noszącej tytuł "Błotnista droga" o mistrzu Tanzanie, który łamiąc zasady zbliżył się do młodej kobiety i przeniósł ją na drugą stronę błotnistej drogi. Gdy później jego uczeń spytał: "Czemu to zrobiłeś?", on odpowiedział: "Ja pozostawiłem tę dziewczynę na skrzyżowaniu - czy ty ją nadal niesiesz?"
Yiquan
MISTRZ YAO CHENGGUANG ODPOWIADA NA PYTANIA
Przekład z chińskiego:
Andrzej Kalisz
akademia@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl

Drogi Liu Xiangyu,
Otrzymałem Twój list skierowany do redakcji magazynu "Boji". Tutaj odpowiem krótko na Twoje pytania dotyczące dachengquan (yiquan).
Maodun zhuang (pozycja przeciwieństw) stanowi istotny element treningu dachengquan. Chciałbym zapytać, czy odczucie sił we wszystkich kierunkach w tym ćwiczeniu oznacza, że powinny one występować wszystkie jednocześnie? Czy są jakieś etapy treningu. Czy najpierw ćwiczy się z jakimiś wybranymi kierunkami. Jaki sposób ćwiczenia jest właściwy? Czy odczucia powinny być silne, gwałtowne, czy raczej delikatne?
Yiquan został nazwany dachengquan przez przyjaciół Wang Xiangzhai'a w 1941 roku. Nazwa ta była używana do 1947 roku. Wówczas Wang Xiangzhai zaprzestał jej stosowania i powrócił do nazwy yiquan, której używał od połowy lat dwudziestych. Wang uważał, że "nie ma granicy w rozwoju sztuki walki, jakże zatem można mówić o wielkiej doskonałości (dacheng)?" Jeśli chodzi o maodun zhuang, to nazwę tę Wang Xiangzhai stosował we wczesnym okresie, lecz później zmienił ją na hunyuan zhuang. Hunyuan zhuang jest metodą służącą rozwojowi zunifikowanej siły (hunyuan li). Metoda treningu pozycyjnego (zhuangfa) w yiquan polega na zjednoczeniu świadomości, ruchu, siły. Jest to jednoczesny trening mentalny i fizyczny. Jest to trening całościowy, który nie polega na koncentrowaniu się tylko na jakiejś części ciała. W hunyuan zhuang stosujemy następujące główne formy szukania siły (mo jin): przód-tył, otwarcie-zamknięcie (lewo-prawo), góra-dół, ze zmianami kierunków oraz we wszystkich kierunkach równocześnie. Szukanie siły we wszystkich kierunkach równocześnie jest metodą zaawansowaną. Ćwiczący powinien zacząć od ćwiczeń podstawowych, stopniowo przechodząc do tych bardziej zaawansowanych. Ćwicząc hunyuan zhuang należy uważnie obserwować ciało i doświadczać odczucia siły oporu: od słabej do mocnej, od odczucia siły na powierzchni ciała do odczucia jej jako rozciągniętej w przestrzeni. Jeśli chodzi o to czy praca mentalna powinna być gwałtowna, czy nie, zależy to od poziomu zaawansowania danej osoby. Generalnie nie należy się zbyt spieszyć. Należy raczej położyć nacisk na powolność, równomierność, relaks, uważnie obserwując odczucia sił oporu w odniesieniu do wszystkich części ciała. W zależności od poziomu zaawansowania stosuje się różne formy pracy mentalnej. Należy przy tym przestrzegać zasady treningu zhan zhuang sformułowanej przez Wang Xiangzhai'a: "Mały ruch lepszy od dużego ruchu, bezruch lepszy od małego ruchu, w bezruchu rodzi się nieustający ruch".
Gdy jest się w stanie ćwiczyć maodun zhuang przez godzinę, mówimy o "przekroczeniu bramy". Czy wówczas należy nadal przedłużać czas tego ćwiczenia? Jeśli tak, to jak wówczas znaleźć czas na wszystkie pozostałe ćwiczenia?
Mój ojciec Yao Zongxun mawiał: "Jeśli chcesz poznać esencję sztuki walki, musisz zacząć od zhan zhuang". Ucząc się sztuki walki, przede wszystkim należy rozumieć jej zasady. Jeśli ktoś nie rozumie zasad zhan zhuang, to choćby stał dziesięć godzin dziennie, nadal nie będzie miał żadnego pojęcia o yiquan. Jego stanie będzie pustym, martwym staniem. Jeśli ktoś naprawdę rozumie zasady zhan zhuang i może stać godzinę, można powiedzieć, że "przekroczył bramę". Czas ćwiczeń pozycyjnych należy ustalać stosownie do celu treningu i aspiracji, biorąc pod uwagę własne warunki fizyczne. Zwykle w całości treningu, obejmującego zhan zhuang, shi li, kroki, fa li, tui shou, uderzenia, kopnięcia, shi sheng, san shou, jian wu, trening z kijem itp., na zhan zhuang przeznacza się około połowy czasu, a resztę na pozostałe formy treningu. Ćwiczący powinien przede wszystkim szukać jakości, a dopiero potem ilości.
W maodun zhuang stoi się z lewą nogą i lewą ręką z przodu. Czy można zmienić pozycję na odwrotną?
Wszelkie ćwiczenia jiji zhuang wykonuje się w dwóch wariantach: lewym i prawym. Dotyczy to i innych form ćwiczeń, jak shi li, uderzenia, tui shou itp. Jest to niezbędne, ponieważ w walce zagrożenie może nastąpić z różnych kierunków i pod różnym kątem. Musimy być w stanie działać szybko, zwinnie i odpowiednio do sytuacji. Gdyby ćwiczyć tylko na jedną stronę, to czy w realnej walce nie bylibyśmy jak na wpół sparaliżowani?
Która pozycja służy zwiększeniu siły nóg? Jak należy ją ćwiczyć? Na co należy zwrócić uwagę?
Przede wszystkim należy opanować zasady szukania siły (mo jin) w hunyuan zhuang (maodun zhuang). Później, jeśli chcemy zwrócić uwagę na rozwój siły nóg możemy wybrać fuhu zhuang (da zhuang) oraz duli zhuang. W tych pozycjach również stosujemy etapy szukania siły takie jak w hunyuan zhuang. Ćwiczący powinien wiedzieć jakie są wspólne elementy jeśli chodzi o szukanie siły w różnych pozycjach, a także na czym polega specyfika określonej pozycji. Należy ćwiczyć całe ciało, by później podczas treningu walki móc zrealizować postulat, że każda część ciała powinna być zdolna do wykonania emisji siły. Ćwiczący yiquan (dachengquan) powinien ćwiczyć w sposób prawidłowy, systemowy, korzystając ze wskazówek światłego nauczyciela, w przeciwnym wypadku trudno osiągnąć zrozumienie yiquan.
Jak należy ćwiczyć moca bu? Czy są kroki w lewo i prawo? Na co trzeba zwrócić uwagę ćwicząc moca bu? Czy są jakieś szczególne tajniki?
Moca bu ("trące" kroki) stanowi podstawę dla treningu poruszania się w walce. Jiji zhuang jest istotną formą treningu służącą rozwojowi hunyuan li. W shi li, opierając się na tym co osiągamy dzięki zhan zhuang, kontynuujemy doświadczanie hunyuan li w stosunkowo długim ruchu. Shi li to w rzeczywistości rozciągnięcie zhan zhuang w przestrzeni, to zhan zhuang w długim ruchu. Gdy ćwiczymy moca bu, stopa nie powinna trzeć o podłoże, lecz wykorzystuje się pracę mentalną, wyobrażając sobie jakby nogi i stopy powoli poruszały się w błocie lub piasku. Uważnie obserwujemy odczucie pokonywania oporu, nie napinając się nadmiernie, nie usztywniając, "używając umysłu, a nie siły". Moca bu to faktycznie shi li w którym udział biorą nie tylko nogi, ale cale ciało. Ćwiczenia kroków w yiquan obejmują m.in. ćwiczenie w miejscu, ćwiczenie kroków do przodu i do tyłu, długie kroki, zmiany kierunków, kroki okrężne, schodzenie w bok i atak na wprost - poruszanie się we wszystkich kierunkach: do przodu i do tyłu, w lewo i w prawo, wyżej i niżej. Yao Zongxun mówił: "Dobra praca nóg musi być zwinna, precyzyjna, sprężysta, by stworzone zostały warunki do emisji siły w dowolnym momencie, w dowolnej sytuacji; gdy góra się porusza, dół samoistnie się dostosowuje, gdy dół się porusza, góra samoistnie prowadzi; cały czas musi być zachowana całościowa, zrównoważona, zjednoczona siła". To jest cel i sens treningu kroków. Jeśli chodzi o "tajniki", to naprawdę nie ma tu mowy o czymś takim. Tajniki polegają tylko na tym, by światły nauczyciel, ekspert dokładnie wyjaśnił zasady, tak by ćwiczący nie krążył po manowcach, marnując czas. Ćwiczący musi myśleć i rozumieć na czym polega to co robi. Jeśli będzie wytrwały w treningu, z pewnością odniesie korzyść zarówno jeśli chodzi o poprawę zdrowia, jak i umiejętność walki wręcz.
Ze względu na ograniczoną ilość miejsca na łamach magazynu, tylko pobieżnie mogłem omówić zagadnienia o które pytałeś.
Yiquan
NASZ DZIADEK - WANG XIANGZHAI
Przekład z chińskiego:
Andrzej Kalisz
akademia@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl
![]() |
| Wang Xiangzhai, rok 1962 |
Obchodzimy w tym roku setną rocznicę urodzin naszego dziadka ze strony matki, wybitnego chińskiego mistrza wushu - Wang Xiangzhai'a. Poświęcił on całe swe życie sztuce walki, wnosząc ogromny wkład w badania i rozwój chińskiego wushu, osiągając wybitne wyniki. Niestety nie ma go już wśród nas. W dodatku dziesięć lat nieszczęść spowodowało, że badania i rozwój yiquan znalazły się w niesprzyjającej sytuacji. Szczęśliwie, dzięki wysiłkom Yao Zongxun'a, Wang Yufang i innych, obecnie yiquan staje się znany i popularny.
W latach 30. wielu zachodnich bokserów i japońskich judoków zostało pokonanych w pojedynkach przez Wang Xiangzhai'a. Później, poświęcił on kilka lat, by przygotować ulubionych uczniów do wyjazdu za granicę, podczas którego mieli w wielu krajach świata wykazać skuteczność chińskiego wushu. Niestety w wyniku japońskiej agresji w 1937 roku plany te nie zostały zrealizowane. Stary Wang żałował tego do końca życia. Mawiał on w swych ostatnich latach: "Dzisiaj jeszcze niewielu ludzi wie o yiquan, ale za kilkadziesiąt lat na pewno będzie on miał wielki wpływ w Chinach i na całym świecie". Tak się rzeczywiście stało. Wyniki wielu współczesnych badań naukowych wykazują podobieństwo do poglądów Wang Xiangzhai'a, formułowanych przez niego już w latach 30. Można powiedzieć, że pod tym względem Chiny o wiele lat wyprzedziły świat.
Od urodzenia wzrastałem u boku dziadka. Gdy miałem 3-4 lata, niemal codziennie chodziłem z dziadkiem do parku Sun Yatsena (Zhongshan Gongyuan). Bardzo rzadko chodził on powoli, więc dla mnie to zawsze był bieg. Rzadko chodziliśmy po sklepach. Ale stoiska z typowymi pekińskimi przekąskami były stałymi punktami naszego codziennego programu. Wang Xiangzhai uwielbiał jeść je na śniadanie. Lubił też węgorza, baraninę z mongolskiego kociołka, zupę z makaronem. A jego posiłki były bardzo obfite. Regularnie bywaliśmy też w sklepach z antykami. O 9 lub 10 wychodziliśmy z parku i przechadzaliśmy się w rejonie Zhubaoshi, bądź Dazhalan. Dziadek miał kolekcję starych kaligrafii i obrazów oraz pieczęci. Był w tym zakresie prawdziwym ekspertem. Szczególnie jego umiejętność oceny pieczęci była bardzo wysoka, i uznana przez wielu specjalistów. Do dziś mam pieczęć, której często używał. Jest to dla mnie niezwykle cenna pamiątka.
Był wspaniałomyślny i sprawiedliwy, często pomagał innym. Jednocześnie był wybuchowy i uczniowie się go bali. Ale jak my go pamiętamy, był bardzo miłym człowiekiem. Okazywał nam wielką miłość. Pewnego razu kupił orzeszki, wysypał je na stół i zaczął jeść. Bardzo lubił orzeszki. Od razu wziąłem pudełko po ciastkach i zacząłem chować do niego orzeszek po orzeszku. Wkrótce na stole nie pozostał ani jeden. Dziadek powiedział: "Zostaw trochę dziadkowi". Zacząłem głośno płakać, orzeszki wysypały się na ziemię, rzuciłem pudełkiem. Ale on z uśmiechem łagodnie do mnie powiedział: "Dobrze, dobrze, dziadek nie zje orzeszków". Mówiąc to klęczał i zebrał orzeszki do pudełka, aż przestałem płakać.
Pewnego razu pewien przyjaciel przyszedł do niego. Dziadka akurat nie było w domu. Otworzyłem drzwi i poprosiłem gościa do środka, ale on nie wszedł. Zapytałem jak się nazywa i po co przyszedł. Zanim odszedł powiedziałem: "Szczęśliwej drogi, do widzenia". Następnie zamknąłem drzwi. Gość ten później opowiedział dziadkowi, jak mądrego ma małego wnuka. Dziadek był uradowany i kupił mi wiele smakołyków. Często opowiadał o tym wielu ludziom i był wtedy bardzo szczęśliwy.
Dla dziadka najważniejsza była sztuka walki. Natomiast w codziennym życiu był raczej niezaradny. Pewnego razu, gdy miałem 3 latka, dziadek odprowadzał mnie i babcię na pociąg do Tianjinu, gdzie jechaliśmy odwiedzić moją mamę. Babcia to obejmowała mnie, to prowadziła, nie była w stanie niczego nieść. Dziadek niosąc na plecach wielki tobół wsiadł do pociągu i zaczął szukać dla nas miejsca siedzącego. Pociąg odjechał z dziadkiem, który miał nas tylko odprowadzić, natomiast my zostaliśmy na stacji. Dziadek dojechał do stacji Fengtai, i stamtąd z wielkim tobołkiem na plecach wrócił pieszo do Yongdingmen. Zdenerwowana babcia powiedziala tylko: "Z tobą, starym tępakiem, to nie ma rady".
Gdy dziadek uczył w parku Sun Yatsena, w większości uczył zhan zhuang osoby z przewlekłymi schorzeniami. Czasem sam zaczynał coś ćwiczyć. Jego wzrok był wtedy przenikliwy, ciało skoordynowane, poruszające się harmonijnie, niezwykle zwinnie. Naprawdę poruszał się jak potężny tygrys, jak wijący się smok, z mocą którą mógłby poruszyć góry i połknąć morze. W bezruchu natomiast był jak delikatny uczony, jak nieśmiała dziewica, pełen spokoju i łagodności. Gdy go wspominam, widzę, że naprawdę ucieleśnił w praktyce to o czym pisał w swoich traktatach.
Wieczorami uczniowie dziadka (większość to ci, którzy uczyli się walki) często przychodzili ćwiczyć do niego. Ćwiczyli zhan zhuang, shi li, tui shou, walkę. Dziadek ustawiał na podwórku stół i kilka krzeseł, zaparzał herbatę, od czasu do czasu udzielał wskazówek uczniom. Czasem uczniowie otaczali go i słuchali jak wyjaśniał zasady i istotę yiquan. Niestety byłem wtedy zbyt mały by uczyć się yiquan od dziadka. Zawsze będę jednak pamiętał majestatyczny obraz dziadka w trakcie ćwiczeń.
W 1962 roku zmarła babcia i dziadek pogrążył się w wielkim smutku. By to dla niego wielki cios. Nie miał się też kto zatroszczyć o jego zwykłe życiowe sprawy. Szef Instytutu Chińskiej Medycyny Prowincji Hebei zaprosił go do Baoding i zaoferował mu pracę. Wyznaczono też sekretarza, by pomógł dziadkowi uporządkować jego prace dotyczące yiquan i wykorzystania zhan zhuang w terapii, a także zajął się sprawami bytowymi.
Niestety wiele powodów sprawiło, że wkrótce dziadek ciężko zachorował. Sprowadziliśmy wtedy dziadka do nas, pielęgnując go w domu. Mieliśmy wtedy okazję otrzymać wiele wskazówek od dziadka. Niestety, ponieważ nie docenialiśmy głębi yiquan, nie przykładaliśmy się do nauki, nie traktowaliśmy tego poważnie i niewiele skorzystaliśmy. Dziadka bardzo to martwiło. Gdy teraz to wspominam, żałuję, że nie byłem w stanie wykorzystać takiej okazji. Mieliśmy wtedy 14 i 16 lat. Gdy dziadek czuł się lepiej, udzielał nam lekcji. Pewnego popołudnia, skończyliśmy ćwiczenia zhan zhuang i przeszliśmy do tui shou. Nigdy nie mogliśmy opanować wymogów tych ćwiczeń. Ponieważ słyszeliśmy, że dziadek "odrzucał ludzi", zapytaliśmy: "Dziadku, dlaczego nam się nie udaje?" Dziadek siedząc na kanapie, przesunął się nieco i uniósł prawe ramię, z ugiętym nadgarstkiem, z palcami rozchylonymi i kazał mi pchnąć. Widząc jego schorowane ciało i wychudłe ramiona nie odważyłem się użyć dużej siły. Dziadek śmiejąc się powiedział: "Głupi dzieciak, użyj siły, nie bój się". Zacząłem pchać mocniej, ale nie mogłem poruszyć jego ramienia. W końcu zaparłem się mocno stopami i gwałtownie pchnąłem. Poczułem się, jakbym był w windzie, która nagle ruszyła, uniesione ciało poleciało do tyłu i jakby przykleiło się do ściany, a następnie opadłem na podłogę. Dziadek roześmiał się. Ja i mój młodszy brat byliśmy zdumieni. Stary i schorowany dziadek miał taką siłę! Siedząc na podłodze, też zacząłem się śmiać. Mama przybiegła z kuchni zobaczyć co się dzieje. Widząc wesołego dziadka uroniła kilka łez szczęścia. Tak, dziadek chyba poczuł wtedy, że jeszcze może wyzdrowieć, poczuł się pełen sil. Brat też chciał spróbować i rezultat był oczywiście taki sam.
Dziadek miał nietypowy sposób zażywania lekarstw. Najpierw nabierał w usta łyk wody, wkładał do ust lekarstwo, a następnie wykonywał gwałtowny ruch tułowia do przodu, wtedy właśnie połykał lekarstwo. Kto by pomyślał, że w taki sposób zakończy się jego życie. Sam podałem mu wodę i lekarstwo. Nastąpił wylew krwi do mózgu. Dziadek upadł na moje prawe ramię. Byliśmy zrozpaczeni. Szczególnie moja matka była ledwo żywa od płaczu. Przyjaciele i uczniowie dziadka urządzili uroczystą ceremonię pogrzebową, wspominając jego wielki wkład w rozwój chińskiego wushu, wspominając wielką reformę jakiej dokonał, wspominając wkład jaki wniósł w sprawę poprawy stanu zdrowia społeczeństwa. Upamiętniając setną rocznicę urodzin mistrza chińskiego wushu Wang Xiangzhai'a, przepełnieni jesteśmy głębokim uczuciem. Będziemy wytrwale pracować, by urzeczywistnić to, czego on nie zdołał. Chińskie wushu z pewnością znajdzie poczesne miejsce wśród sztuk walki całego świata. Yiquan z pewnością z pączka rozkwitnie w kwiat.
Yiquan
WIOSENNY OBÓZ YIQUAN - WĘGRY 2003
Andrzej Kalisz
akademia@yiquan.com.pl
http://www.yiquan.com.pl
Yiquan na Węgrzech uprawiany jest od około 1996 roku. W roku 1999 węgierska grupa adeptów yiquan nawiązała stałą współpracę z Andrzejem Kaliszem. Balazs Hejjas (wicemistrz Węgier w Muay Thai z 1995 roku) wielokrotnie brał udział w seminariach w Polsce. Obecnie jest przewodniczącym Węgierskiego Stowarzyszenia Yiquan. W kwietniu 2002 roku zorganizowane zostało 3-dniowe seminarium na Węgrzech, które poprowadził Andrzej Kalisz. Podjęta została wówczas decyzja o organizacji tam kolejnych, dłuższych seminariów.
![]() |
| Dunaj i góry Pilis w Tahitotfalu |
W dniach 26 kwietnia - 4 maja 2003 odbyło się na Węgrzech, w Tahitotfalu, niedaleko od Budapesztu kolejne, tym razem dziewięciodniowe, poprowadzone przez Andrzeja Kalisza seminarium yiquan. Uczestniczyli w nim Węgrzy oraz Polak z Wielkiej Brytanii.
Pierwsze dwa dni poświęcone były absolutnym podstawom systemu. W zajęciach udział wzięły zarówno osoby zainteresowane całym systemem, jak i takie, które interesowało tylko ćwiczenie podstaw yiquan, jako formy ćwiczeń zdrowotnych. Kolejne dni poświęcone były nauce pełnego systemu. Uczestnicy podzieleni zostali na dwie grupy: początkujących i średnio-zaawansowanych.
![]() |
![]() |
| "Ptakom trudno latać" | Duli - pozycja "samotnego" stania |
Początkujący poznawali:
Pozycje zdrowotne (jianshen zhuang), które są podstawą dla bardziej zaawansowanego treningu. W tym pozycje stojące, podparte, siedzące i leżące. Uczyli się delikatnego "szukania siły", włączając w to takie metody pracy wewnętrznej jak "kołysanie" i "wirowanie".
Pozycje bojowe (jiji zhuang), które są główną metodą treningową yiquan jako sztuki walki. Zapoznali się z najważniejszą pozycją - hunyuan zhuang, z 5 wariantami "szukania siły" - rozpoczynając od 3 podstawowych kierunków, przez zmiany kierunków, do "szukania siły w stosunku do 6 płaszczyzn jednocześnie".
Ćwiczenia w powolnym ruchu (shi li - "testowanie siły"), rozpoczynając od prostych ruchów w podstawowych kierunkach do trudniejszych, wymagających spiralnego poruszania całego ciała.
Powolne kroki (moca bu - "trące kroki"), które określane są jako "shi li dla nóg". Rozpoczęli od ćwiczenia "kroku w miejscu", a następnie przeszli do właściwych kroków.
Ćwiczenia "eksplozywnego" ruchu (fa li - "emisja siły") - podstawowe ćwiczenie emisji siły w miejscu i z krokiem, a następnie podstawową metodę uderzeń - uderzenia pojedyncze i w seriach, w miejscu i z krokami.
Ćwiczenia z partnerem (tui shou - "pchające ręce"). Koncentrowali się na podstawowych ćwiczeniach pchających rąk, pojedynczych i podwójnych, w miejscu i z krokami.
![]() |
![]() |
| Średniozaawansowany trening tui shou | Trening dystansu i timingu |
Grupa średnio-zaawansowana zajmowała się natomiast:
Zaawansowanymi pozycjami bojowymi (jiji zhuang), takimi jak "ujeżdżanie tygrysa", "lądujący smok", czy "ptakom trudno latać", pracując z "całościową siłą" w nietypowych pozycjach i wykorzystując zaawansowane formy pracy mentalnej.
Treningiem wzroku (yanjing xunlian), w tym rozwojem umiejętności utrzymania oczu otwartych w sytuacji ataków przeciwnika w okolicy twarzy, koncentracji i rozproszenia wzroku, zaangażowania "ducha wzroku" (yanshen) w działaniu,
Treningiem głosu/oddechu (shi sheng), wspomagającym emisję siły,
Treningiem szybkiego przemieszczania się walce - "kroki bojowe" (shizhan bufa),
Treningiem "walki z cieniem", łącząc rozmaite formy emisji siły (uderzenia pięścią, głową, łokciem, barkiem, biodrem, kolanem, kopnięcia stopą, szarpnięcia pozbawiające przeciwnika równowagi) w dowolnej, swobodnie zmieniającej się kolejności, w połączeniu z szybką pracą stóp,
Treningiem wykorzystania różnych form fa li w ćwiczeniach pchających rąk
Przygotowaniem do treningu wolnej walki san shou, poprzez wykorzystanie ćwiczeń z partnerem - trening dystansu i timingu, trening ataku i obrony, trening kopnięć w parach itp.
Uczestnicy byli zachwyceni systemowym podejściem do nauki yiquan wykorzystywanym w linii przekazu yiquan mistrza Yao Chengguang. Ustalono, że prowadzone przez Andrzeja Kalisza wiosenne obozy yiquan na Węgrzech staną się stałym punktem w kalendarzu Węgierskiego Stowarzyszenia Yiquan. Niektórzy z uczestników zamierzają także brać udział w obozach Akademii Yiquan w Polsce.
![]() |
![]() |
| Węgierskie kwiatuszki | Tej zupie trzeba zrobić zdjęcie |
Miejscem obozu był ośrodek położony malowniczo tuż nad Dunajem, u podnóża gór Pilis. Czas poza treningami uczestnicy spędzali w spokoju, wśród pięknej przyrody i przy bardzo sprzyjającej pogodzie. W zależności od upodobań korzystać można było ze zróżnicowanego menu mięsnego lub wegetariańskiego.
Jedno popołudnie w połowie obozu poświęcone zostało całkowicie na odpoczynek i zwiedzanie. Udaliśmy się od Budapesztu, zwiedzając starą Budę i podziwiając widoki na Dunaj. Wieczór spędziliśmy w jednej z pesztańskich restauracji, rozkoszująć się węgierską kuchnią i napitkami.
![]() |
![]() |
| Na Starym Mieście | Widok na Dunaj w Budapeszcie |
Węgry stają się zatem krajem w którym yiquan znalazł się na drodze pomyślnego rozwoju.
Jow Ga
HISTORIA STYLU JOW GA
Dariusz Karkowski
darek.k@jowga.pl
Stowarzyszenie Sportowe Jow Ga Kung Fu, Polska
System Kung Fu znany jako Jow Ga (Rodzina Jow) określany jest również jako Chow Gar, Zhou Jia i Chau Ka. Pisownia jest zależna od używanego dialektu lub tłumaczenia. Jow Ga czasami jest też nazywany Hung Tao Choy Mei, czyli: "głowa Hung i ogon Choy".
Określenie to oznacza, że styl Jow Ga, bazuje na technikach Hung Gar Kung Fu, łącząc je z technikami Choy Ga Kung Fu.
Założycielem systemu był Jow Lung. Urodził się w 1891 roku w Chinach, w prowincji Kanton, w wiosce Hsin-Hui Sheng Sha Fu. Jow Lung zaczął uczyć się stylu Hung Gar od swojego wuja Jow Hunga już w bardzo młodym wieku. Nauka rozpoczynała się od ćwiczeń podstawowych pozycji i kroków. Ten typ treningu jest uważany za najbardziej uciążliwy, mimo to Jow Lung nie uskarżał się z tego powodu i wujek bardzo go za to polubił.
Na krótko przed swoją śmiercią, wujek nauczył Jow Lunga technik kija Pakua. Jow Lung opanował je w ciągu jednego miesiąca.
Po śmierci wujka Jow Lung uczył się od Mistrza Choy Kau (Chi Ching Tsai Kong) technik Choy Ga Kung Fu. Tylko kilka lat potrzebował na opanowanie Choy Ga Kung Fu, a to dzięki podstawom, jakie zdobył wcześniej w Hung Ga Kung Fu.
W 1910 roku, Jow Lung udał się w poszukiwaniu pracy do Malezji. Tak jak wielu innych, wyjechał w poszukiwaniu pracy jako górnik do Kuala Lumpur. Warunki pracy były ciężkie, szefowie, często określani jako "gangsterzy", bili swoich pracowników. Pewnego dnia Jow Lung wdał się w walkę z jednym z nich i śmiertelnie go zranił. Unikając kłopotów, Jow Lung uciekł w góry, gdzie znalazł świątynie zwaną "Gi Leu". Ponieważ był skrajnie wyczerpany, poprosił w klasztorze o pomoc. Mistrz klasztoru Chian Yi zgodził się na udzielenie mu schronienia. Chian zauważył, że Jow Lung ma wrodzony talent do Kung Fu. Dzięki temu Jow Lung nauczył się w klasztorze miejscowej odmiany północnego stylu Shaolin Kung Fu i medycyny.
Po pewnym okresie czasu Mistrz Chian Yi powiedział Jow Lungowi: "Przekazałem ci północne sztuki walki Shaolin i medycynę. Twoje umiejętności są teraz wystarczająco dobre, abyś zajął specjalne miejsce na polu sztuk walki". Następnie, Chian Yi nakazał mu opuścić klasztor. Kiedy Jow Lung powrócił do Kuala Lumpur wydawało mu się, że minęły całe wieki. Ćwicząc nieustannie poznane systemy kung fu, Jow Lung zobaczył unikalność każdego z nich. Postanowił, że połączy je w jedną całość, tworząc w ten sposób Jow Ga Kung Fu.
Jow Lung czuł, że nie będzie mógł nauczać kung fu w Kuala Lumpur, więc wrócił do swojego rodzinnego miasteczka w Chinach. Przyrzekł od tego czasu propagować rodzinny styl Kung Fu. W swoim rodzinnym miasteczku uczył swoich braci: Jow Hip, Jow Biu, Jow Hoy i Jow Tien, stworzonego przez siebie systemu.
Wkrótce założyli pierwszą rodzinną szkołę kung fu w Kantonie, pod nazwą: "Zhou Ren Yi Tang". Jow Lung był odpowiedzialny za nauczanie, podczas gdy Jow Hip, Jow Biu, Jow Hoy i Jow Tien byli jego asystentami. Powoli ich rodzinny styl rozprzestrzeniał się.
W 1911 roku, generał Fu-Lin Li, otrzymał rozkaz zatrudnienia ekspertów od sztuk walki w celu szkolenia żołnierzy. Selekcja miała się dokonać na publicznych zawodach; ich zwycięzca otrzymałby pracę. Jow Lung zgłosił swój udział w turnieju. Uczestników podzielono na 10 grup, a zwycięzca miał zostać wybrany drogą eliminacji. Jow Lung przeszedł przez wszystkie etapy turnieju i doszedł do finałowej walki, którą miał stoczyć z jednym z najlepszych wojowników - Guan Gin Sze. Jow Lung pokonał Guan Gin Sze i został trenerem sztuk walki wojska. Jego bracia pomagali mu w nauczaniu żołnierzy. To mniej więcej w tym czasie bracia zaczęli być znani jako "Pięć Tygrysów Jow Ga".
W tym czasie Jow Lung angażował się w wiele działań, na rzecz Jow Ga Kung Fu, rozwiązywał wiele problemów i nieporozumień. Jego czterej bracia pomagali mu w jego pracy.
W 1923 roku, Jow Lung był tak zajęty nauczaniem, że rzadko miał okazję do odpoczynku. Ignorował pojawiające się przeziębienia, ponieważ uważał, że jest bardzo silny. Niestety, w końcu, przeziębienia przekształciły się w zapalenie płuc, które okazało się dla niego nieuleczalnym. Tak jak wielu innych bohaterów, Jow Lung zmarł w bardzo młodym wieku mając zaledwie 29 lat. Jego śmierć była szokiem dla społeczności sztuk walki. Jego uczniowie opłakiwali go jak swoich własnych rodziców.
Jow Hip, Jow Biu, Jow Hoy i Jow Tien byli w głębokiej żałobie po stracie brata. Życzeniem Jow Lunga było rozpowszechnianie Jow Ga Kung Fu. W dniu pogrzebu Jow Lunga przyrzekli, że spełnią życzenie umierającego brata tak, że system zostanie odnotowany w historii. Bracia pracowali ciężko aby dotrzymać słowa. Wkrótce otworzyli następne oddziały w Kantonie i Hunan. Potem otworzyli kolejne: w Chen Tsun, Fo Shan, Nan Hi Shi Giao i Guin Shan.
W 1928 Jow Biu powrócił do rodzinnego miasteczka, aby otworzyć oddziały w Jing Men, Tai Shan Hsin Chan i w Gio-Gian. Odpowiedzialni za nie byli uczniowie: Zhu Hua i Lee Ngou (Li Niu). W 1929 roku Jow Tien udał się do Shi-Gian, aby rozwinąć oddziały w Yu-Tsen, Du-Tsen, Nan Fu i Guan Shi, otwierając około 20 szkół. Do roku 1930, zostało zorganizowanych około osiemdziesięciu oddziałów w Szanghaju. Były prowadzone przez uczniów Pięciu Tygrysów.
Otwarcie tak wielu szkół w kilka lat jest czymś niezwykłym w świecie sztuk walki. Było to możliwe tylko dzięki sprawnemu przywództwu i ciężkiej pracy rodziny Jow .
W międzyczasie Chiny przeżyły wielki polityczny wstrząs. Lee Ngou wyemigrował do głównego oddziału Yuan Lan w Hong Kongu. Jow Biu zrobił to samo i założył kilka następnych oddziałów. Wielu innych uczniów Pięciu Tygrysów zjawiło się w Hong Kongu, aby pomóc w prowadzeniu miejscowych oddziałów.
Jow Ga jest również bardzo znany ze swego Tańca Lwa.
Przed II Wojną Światową, w Hong Kongu zorganizowano wielką paradę podczas inauguracji angielskiego króla Jerzego II.
Rząd Hong Kongu wysłał przedstawicieli do Kantonu, z prośbą do szkoły Jow Ga o wykonanie Tańca Lwa podczas ceremonii inauguracyjnej dla królowej Elżbiety. Jow Biu zaakceptował zaproszenie.
Od wojny, zespół Jow Ga wykonujący Taniec Lwa można było zobaczyć na wielu ważnych paradach w Hong Kongu. W paradzie z okazji 25 rocznicy panowania królowej Elżbiety, brała udział grupa ok. 300 osób z filii szkoły Jow Ga, wykonując Taniec Lwa.
14 marca 1961 roku Jow Biu zmarł po krótkiej chorobie.
Jow Ga
SEMINARIUM Z SIFU DEREKIEM JOHNSONEM (JOW GA KUNG FU)
Dariusz Karkowski
darek.k@jowga.pl
Stowarzyszenie Sportowe Jow Ga Kung Fu, Polska
Seminarium zorganizowane przez Stowarzyszenie Sportowe Jow Ga Kung Fu z siedzibą w Krakowie, odbyło się w dniach 8 - 11.05.2003. W zajęciach wzięło udział około 20 osób o różnym stopniu zaawansowania. W ostatnim dniu seminarium, w specjalnym treningu dla osób początkujących wzięło udział kolejne kilkanaście osób. Dla niektórych spośród uczestników seminarium był to pierwszy kontakt z naszym nauczycielem. Inni mieli okazję spotkać Sifu, bądź na jednym z dwóch poprzednich seminariów organizowanych w Polsce i w Niemczech, bądź w czasie pobytu szkoleniowego w USA.
Pierwszy trening zaczął się 8 maja, po południu. Przez następne trzy dni, zajęcia odbywały się dwa razy dziennie, w dwóch czterogodzinnych blokach treningowych. Uczestnicy seminarium mieli oka-zję poznać dwie formy ręczne oraz trzy formy z bronią. Zostaliśmy podzieleni na grupy, z których każda "specjalizowała się" w określonej formie. Trenowaliśmy również zastosowania technik z nowo poznanych form, ćwiczenia wzmacniające i udoskonalające naszą technikę. Część jednego z trenin-gów spędziliśmy ćwicząc rozmaite (również akrobatyczne), elementy Tańca Lwa.
Sifu chętnie i wyczerpująco odpowiadał na wszystkie pytania, demonstrował techniki. Wszyscy ko-rzystali z jego porad tym chętniej, że jest on bardzo bezpośrednim, sympatycznym człowiekiem.
Nawet w czasie wspólnych obiadów i kolacji, głównym tematem rozmów było Jow Ga Kung Fu. Sifu opowiadał ciekawe historie o założycielach i o znanych mistrzach naszego stylu. W trakcie tych rozmów mogliśmy dowiedzieć się również o wielu zwyczajach związanych z życiem szkół kung fu, a nawet skorygować, niemal bezpośrednio przy stole, swoją technikę!
Mimo ograniczeń czasowych, udało nam się zorganizować wspólny wieczór przy ognisku. Spotkanie upłynęło w sympatycznej, rodzinnej atmosferze.

Seminarium zakończyło się w niedzielę wieczór. Podziękowaliśmy Sifu za poświęcony nam czas, zapraszając go na następną wizytę.
Shaolin
"KUNG FU W KUNG FU" CZYLI SZTUKI WALKI KLASZTORU SHAOLIN
Sławomir Pawłowski
luohan@poczta.wp.pl
Gdyńska Szkoła Shaolin Kung Fu
Artykuł ten dedykuję Darkowi Stefanowiczowi, dziękując Mu za cierpliwość i zapał, jakimi wykazał się ucząc mnie formy "drewnianego manekina" Chi Sim Wing Tsun kung fu.

Shaoliński mnich walczący mieczem.
W związku z renomą, jaką posiadają w Chinach shaolińskie sztuki walki, powiada się tam, że dziedzictwo klasztoru Shaolin jest tak unikalne i doskonałe, iż stanowi "Kung fu w kung fu".
Cała historia, klasztoru Shaolin tworząca jego dziedzictwo jest na wskroś przeniknięta buddyzmem, w tym powstałym tam buddyzmem Ch'an, /jap. ZEN/ oraz sztukami walki.
![]() |
![]() |
|
| Słynne naścienne malowidło w klasztorze Shaolin, na którym uwieczniono mnichów tej świątyni doskonalących się w kung fu (fot. po lewej) oraz naścienny fresk w klasztorze Shaolin przedstawiający pogrążonego w medytacji mnicha. |
||
Shaoliński mnich Shi Guo Lin wypowiedział się w tym temacie następująco:
"W związku z tym, że shaolińskie kung fu i buddyzm Ch'an są nierozłączne, nie mogą być omawiane oddzielnie. W klasztorze Shaolin buddyzm Ch'an stanowi filozoficzną teorię. Pomimo, że nie możesz go ani dotknąć, ani zobaczyć, jest on reprezentowany i uwidaczniany poprzez trening sztuki walki. "Ch'an i Quan Kuei Yi" - tzn. " Buddyzm Ch'an i Sztuka walki na pięści są jednym". "Ch'an" to w istocie jedynie nazwa, "Quan" (dosłownie: pięść) to też tylko słowo. Gdy mówimy, że są one "jednym" musimy wiedzieć, czym jest to "jedno". Tym "jednym" jest nasz umysł. W związku z tym, nie twoje ciało lub pięści są sednem twojej praktyki, lecz twój umysł. Gdy ćwiczysz kung fu, doskonale i całkowicie łączysz i jednoczysz z sobą ciało i umysł.
Trening qigong (chi kung) jest także równoczesną praktyką ciała i umysłu w jednym. Są nimi również rozmaite metody wewnętrznego i zewnętrznego treningu.
Mamy w Shaolin takie stare powiedzenia:
"W trakcie treningu wewnętrznie skupiamy się na energii Qi
a zewnętrznie na rozwoju mięśni, ścięgien i wzmocnieniu skóry"
oraz
"Wewnątrz nas istnieje nie tylko energia qi,
lecz także nasze myśli i umysł".
Zewnętrzną powłokę naszego ciała tworzą skóra, ścięgna i mięśnie, przez które przenika energia qi. Gdy ćwiczysz, twoja praktyka łączy i zawiera w sobie zarówno pracę ciała, jak i umysłu, łącząc je w jedno.
Gdy ćwiczę kung fu, praktykuję Ch'an poprzez trening sztuki walki. Wówczas naprawdę w pełni praktykuję sztukę walki, ćwicząc bez żadnych idei, celów, zamiarów lub rozmyślań, które rozpraszałyby mnie i wprowadzały nieład. Zatracam się w praktyce i po prostu ćwiczę.
Teoria Ch'an może dopomóc ci naprawdę zrozumieć siebie.
Będziesz wówczas doskonale się kontrolował i nie będziesz ćwiczył kung fu rozkojarzony, z wewnętrznym zamieszaniem. Będziesz ćwiczył bez zamętu."
Praktykowane przez shaolińskich mnichów sztuki walki przeniknięte "umysłem Ch'an" przekazywane były i są nadal w klasztorze z generacji na generację.
W ostatnich czasach są również osoby świeckie z wielu krajów świata.
![]() |
![]() |
![]() |
||
| Młody shaliński mnich, uczeń mnicha - mistrza Shi Yan Si, doskonalący się na terenie klasztoru Shaolin w stylu orła (fot. po lewej), jego sifu - mnich Shi Yan Si (fot. po środku) oraz shaoliński mnich ćwiczący formę orła poza terenem klasztoru (fot. po prawej). |
||||
Osoby ćwiczące Shaolin kung fu nie mogą zapominać, że teoria, filozofia i strategia powinny wspomagać, a nie zastępować samą praktykę. Najdłuższe dyskusje i wywody filozoficzne nie zastąpią treningu, a umiejętności adepta nie wzrosną od samego gadania.
Shaolińscy mnisi powiadają:
"Zapiski pouczają, a ćwiczenia rozwijają."
Aby mieć choćby szansę na osiągnięcie biegłości w kung fu, trzeba w pocie czoła systematycznie i z zaangażowaniem ćwiczyć przez wiele, wiele lat, bez względu na porę roku, pogodę i nastrój, bez dni wolnych i "świątecznych". Taka jest cena sukcesu.
16.06.2003 r.
Shaolin
"CHUN XI WALCZĄCY Z TYGRYSEM"
"WALCZĄCY MNICH WU SUNG"
Sławomir Pawłowski
luohan@poczta.wp.pl
Gdyńska Szkoła Shaolin Kung Fu
Wprowadzenie
Tygrys, jako groźny dla człowieka drapieżnik, obdarzony wrodzoną siłą, agresją i odwagą, od wieków fascynował i inspirował ludzi, budząc w nich wielokrotnie zarówno podziw, jak i strach.
Postać tygrysa była i jest w krajach orientu jednym z ulubionych zwierzęcych motywów. Jest on przedstawiany na naściennych malowidłach i płaskorzeźbach, obrazach i rzeźbach, występuje również, jako istotny element wielu ludowych opowieści oraz chińskiego zodiaku.
W związku z tym, że przed wiekami shaolińscy mnisi niejednokrotnie byli mimowolnymi świadkami walczących z sobą lub polujących w otaczających klasztor górach tygrysów, mieli możliwość obserwacji naturalnego zachowania się tych zwierząt. Zaobserwowane przez nich ruchy i cechy tego zwierzęcia zainspirowały ich do stworzenia w Shaolin kung fu zarówno odrębnych technik, form, jak i styli tygrysa.
Z racji przewagi siły, jaką tygrys góruje nad człowiekiem, niewielu było ludzi, którym dane było zmierzyć się z nim, i z takiego pojedynku wyjść zwycięsko.
O ile więc zdarzenia takie w ogóle miały miejsce, stawały się swego rodzaju sensacją, a osoby, którym udało się własnoręcznie zabić w walce tygrysa, urastały o oczach ludności do rangi bohaterów.
![]() |
![]() |
![]() |
||
| Shaoliński mnich Shi De Qiang praktykujący formę tygrysa | ||||
W opowiadaniu o Wu Song'u znajdziemy zarówno przeplatające się z sobą opisy miejsc i zdarzeń historycznych, jak i opisy zdarzeń będących oczywistą fikcją (opis spotkania w górach goblina i walki z nim). Jest to doskonały przykład na to, jak z biegiem czasu niektóre historyczne przekazy zmieniają się w baśniowe opowiadania.
"Chun Xi walczący z tygrysem"
W okresie Guangxi (1875-1909 r.n.e), za panowania dynastii Qing (1616-1911 r.n.e.), w Chinach, w okręgu Yongning, u podnóża góry Fu Niu, grasował dziki tygrys, zabijając lub kalecząc ludzi i domowe zwierzęta oraz wyrządzając wiele materialnych szkód. Atakował on niespodziewanie, wypadając z lasów porastających podnóże góry, siejąc śmierć i spustoszenie oraz przerażenie wśród okolicznej ludności.
Na terenie obszaru Da Songzhou, wiele rodzin w obawie o swoje życie celowo oddawało na pożarcie przez tygrysa swoje owce, świnie i cielaki. Działania te nie przyniosły jednak oczekiwanego skutku, gdyż około piętnastego dnia, ósmego miesiąca księżycowego, w odległości trzech dni drogi od miasta, wczesnym rankiem, zostało zaatakowanych i zabitych przez tygrysa pięcioro małych dzieci. Znajdujący się w tej okolicy drzeworytnik, został również zaatakowany. Pogryziony, z ranami szarpanymi nóg ledwie uszedł z życiem.
Po tych zdarzeniach na obszarze stu "Li" ludzie byli przerażeni. Nie mieli odwagi wychodzić do pracy i opuszczać swych domów po nastaniu zmroku, udawać się do sklepów lub odwiedzać krewnych. Dla wzajemnej ochrony mieszkańcy całej okolicy nalegali na podróżowanie w grupach.
Pomimo podjęcia tak wielu niezbędnych działań, wielu mieszkańców nadal obawiało się jednak, że okażą się one niewystarczające.
W odległości dwudziestu pięciu "Li" na północny wschód od miasta Yongning, wznosiła się niewielka buddyjska świątynia podlegająca zwierzchnictwu klasztoru Shaolin, nazywana "Świątynią Mogou". Było wówczas w zwyczaju, aby w małych świątyniach podlegających klasztorowi Shaolin zawsze przebywało po kilku mnichów z głównego klasztoru (tj. klasztoru Shaolin).
W owym czasie w Świątyni Mogou zamieszkiwało dwóch shaolińskich mnichów; jednym z nich był stary mnich o imieniu klasztornym Hai Run, drugim zaś młody mnich Chun Xi.
Chun Xi był jednym z sześciorga dzieci urodzonym w ubogiej, wiejskiej rodzinie, zamieszkałej w prefekturze Huaiqing. Pod względem wieku był on trzecim z kolei urodzonym w niej dzieckiem. Gdy miał dziewięć lat, jego ojciec miał nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego nie był w stanie pracować. W związku z tym, że była to bardzo uboga i wielodzietna rodzina, potrzebowali oni sporo żywności, by się wyżywić. W zaistniałej sytuacji, ojciec nie mogąc zapewnić żywności swym dzieciom, zdecydował, aby posłać Chun Xi do klasztoru Shaolin, by tam zamieszkał i został buddyjskim mnichem.
W klasztorze Shaolin jego mistrzem i opiekunem został znany i szanowany mnich. Chun Xi był wówczas prostym chłopcem, więc bardzo się ucieszył, gdy jego mistrz zaczął go wkrótce uczyć czytać i pisać, zapoznawać z chińską literaturą i nauczać sztuk walki, dając mu ponadto pod opiekę stado owiec, by codziennie pędził je w góry na wypas. W tym okresie Chun Xi był nie tylko uczniem i pastuchem stada owiec, lecz również pomagał w pracach przy odbudowie Shaolińskiego "Dziedzińca Dziesięciu Pouczeń", "Pawilonu Wieczności" oraz "Pawilonu Przepięknych Obłoków". Obserwował on z podziwem swojego mistrza i innych mnichów, wkładających całą energię w prace naprawczo-budowlane klasztornych budowli. Chcąc być pomocnym w tych działaniach, każdego dnia, gdy wraz ze stadem owiec wracał z górskich pastwisk, odłupywał on kilofem kamień, który, jako materiał budowlany, zanosił na swych ramionach do klasztoru. Czynność tę traktował, jako część swoich obowiązków. Rozpoczynając noszenie, pierwotnie znosił do klasztoru jedynie niewielkie kamienie, lecz z czasem, gdy jego organizm wzmocnił się i stał się silniejszy, znosił do niego codziennie regularnie wielkie kamienie.
Czynił tak przez pięć lat, aż do dnia zakończenia pełnej rekonstrukcji dziedzińca i dwóch budynków.
W okresie, gdy tygrys terroryzował ludność okręgu Yongning, Chun Xi miał dwadzieścia osiem lat, będąc silnym, tryskającym energią mężczyzną, w szczytowym okresie swojego rozwoju fizycznego. Pewnego dnia w Dong Songji, położonym w odległości pięciu "Li" od świątyni Mogou, rodzina lokalnego obszarnika postanowiła pomimo zagrożenia wziąć udział w ceremonii pogrzebowej.
W tamtych czasach obowiązywał zwyczaj, zgodnie z którym, jeśli obszarnik (właściciel ziemski) brał udział w ceremonii pogrzebowej, mieszkańcy okolicznych wsi i świątyń również zobowiązani byli do uczestnictwa w uroczystości; lamentowania i opłakiwania zmarłego, palenia kadzideł i specjalnych papierowych religijnych kartek modlitewnych, wzięcia udziału w orszaku pogrzebowym oraz w stypie. Stary mnich Hai Run przygotowawszy stosowny prezent, wręczył go Chun Xi, a następnie wysłał go na pogrzeb, by ten uczestniczył w nim w imieniu mnichów świątyni Mogou. Zanim Chun Xi wyruszył w drogę, stary mnich nakazał mu, że by w ciągu siedmiu godzin powrócił on z powrotem do świątyni, aby zminimalizować ryzyko ataku i pożarcia go przez tygrysa.
Na miejscu pogrzebu, uczestnicy orszaku pogrzebowego po zakończeniu palenia rytualnych religijnych kartek modlitewnych udali się do domu żałoby, by wziąć udział w "Przyjęciu Płynącego Potoku", tj. w stypie.
Zwyczajowo, przy każdym suto zastawionym stole, zasiadało po ośmiu ucztujących ludzi. Gdy kończyli jeść, ustępowali miejsca kolejnym ośmiu osobom, które zajmowały ich miejsca, ponownie podawano potrawy, obsługiwano ich, i kolejne osiem osób ucztowało, po nich zasiadali następni, itd.
W dniu pogrzebu zaproszony obszarnik zasiadł do pierwszego, "wschodniego" stołu już przed południem. Szybko skończył jeść, a gdy wstał, by ustąpić miejsca kolejnemu żałobnikowi, wraz z nim wstały wszystkie inne osoby wspólnie z nim ucztujące, w tym Chun Xi. W związku z tym, że Chun Xi miał wielki apetyt, jadł więc szybko i tak wiele, jak to tylko możliwe. Pomimo tego, nie zdążył się najeść. Przyłączył się więc do kolejnej grupki osób oczekujących, by zasiąść przy "zachodnim" stole. Gdy tylko zwolniło się przy nim miejsce, zasiadł jako pierwszy. Gdy żałobnicy zasiadający przy "zachodnim" stole skończyli jeść, ponownie przyłączył się do innej grupki osób, oczekujących, by zasiąść przy innym stole, itd.
Tym sposobem krążył od stołu do stołu, zasiadając z coraz to nowymi żałobnikami, będąc obsługiwanym i jedząc nieomal nieustannie. Dopiero, gdy słońce zaczęło zachodzić za górami, zaprzestał ostatecznie jeść i udał się w drogę powrotną do świątyni Mogou.
Gdy wracał pieszo z Dong Songji, podmuchy wiatru nasiliły się. Wiatr z chwili na chwilę wiał coraz mocniej, wlokąc piach i pył, wciskając go w oczy. W krótkim czasie wiatr przeszedł w gwałtowną wichurę, z wirującymi i smagającymi piachem, burzliwymi huraganowymi podmuchami. Chun Xi szedł dalej w kierunku świątyni Mogou z dużym trudem. Zamykał on oczy, trzymając oburącz bambusowy kosz, niby kask, dnem do góry nad swoją głową, chroniąc tym sposobem swą twarz i oczy przed smagającym piachem i pyłem oraz podmuchami wichru. Z koszem na głowie, niemal po omacku, kontynuował on samotnie swoją drogę powrotną. Aby dojść do głównej bramy świątyni Mogou, musiał przebyć naturalnie ukształtowany wąwóz, szeroki z góry na szesnaście metrów, głębokim na dziesięć metrów, długi na jeden "Li", i z dnem o szerokości umożliwiającej przejazd jednej furmanki. Chun Xi postanowił przez to niebezpieczne miejsce przebiec jak najszybciej od jego wschodniego końca. Gdy biegł przez wąwóz i znajdował się mniej więcej w połowie jego długości, otoczył go ogłuszający, dziki ryk tygrysa, przetaczając się echem przez cały wąwóz. Pod jego wpływem Chun Xi rzucił się na piaszczystą drogę, nie mając odwagi nawet otworzyć oczu. Kiedy jednak po chwili kolejny ryk rozległ się bardzo blisko niego, otworzył oczy spostrzegając wielkiego tygrysa schodzącego po zboczu wąwozu w dół w jego kierunku. Gdy tygrys rzucił się na niego, Chun Xi, machnął w jego kierunku koszem, równocześnie rzucając się w bok, przez co atakujący tygrys chybił przeskakując ponad jego głową. Chun Xi błyskawicznie obrócił się, spoglądając w dół na spadek zbocza, gdzie według niego powinien znajdować się tygrys. Dostrzegł go w chwili, gdy ten przysiadł na tylnych łapach, by ponownie się na niego rzucić. Gdy tygrys skoczył, Chun Xi odrzucił w bok swój kosz, przykucnął i skoczył "nurkując" pod brzuchem atakującego tygrysa. Zanim tygrys zdążył po opadnięciu na podłoże ponownie zwrócić się w jego kierunku, Chun Xi wykonał ruch "Unieś głowę spoglądając na księżyc", chwytając równocześnie tygrysa za tylne łapy, obracając swoje ciało wokół osi, odrywając tygrysa od podłoża i kręcąc nim wokół siebie, tak szybko, jak to tylko możliwe, "niczym trąba powietrzna". W tej sytuacji tygrys nie był w stanie nic zrobić. Pomimo, że był bardzo silny, jego łapy nie miały kontaktu z podłożem, więc jedynie groźnie ryczał i warczał. Chun Xi stracił poczucie czasu, nie wiedząc, jak wiele razy obrócił się kręcąc tygrysem. W końcu jednak rozluźnił chwyt, odrzucając warczącego tygrysa na ponad trzy metry. W chwili, gdy zwierzę z łoskotem uderzyło o ziemię, Chun Xi również upadł, lecz błyskawicznie zerwał się na nogi, podbiegł do tygrysa, rzucił się na niego i zaczął go dusić. Tygrys miotał się, lecz jego ruchy stopniowo słabły, przechodząc w przedśmiertne konwulsje, i wkrótce leżał on bez ruchu martwy.
Gdy wieść o tym zdarzeniu rozeszła się, na prośbę wieśniaków skierowaną do pracowników magistratu okręgu Yongning, w świątyni Mogou umieszczono tablicę z napisem:
"Dziedzictwo Klasztoru Shaolin"
"Walczący mnich Wu Song"
W znanej opowieści "Wu Song walczący z tygrysem" zapisano, że po opuszczeniu rodzinnego domu Wu Song udał się do klasztoru Shaolin, gdzie zamieszkiwał przez osiem lat trenując sztuki walki.
Niniejsze opowiadanie dotyczy okresu, gdy Wu Song, jako "walczący mnich" zamieszkiwał w klasztorze Shaolin.
W tamtych czasach święcenia klasztorne udzielano jedynie starannie wybranym osobom, wysokiej klasy żołnierzom i generałom, a w klasztorze znajdował się "Pawilon Przygotowań i Selekcji". Do zadań mnichów tego pawilonu należała rejestracja nowo przybyłych osób, które zamierzały dołączyć do szeregu walczących mnichów, ustalaniem i zastosowywaniem metod do ich testowania. Wymyślne testy brały pod uwagę nie tylko sprawdzanie umiejętności walki i qigong, kandydatów na mnichów, lecz sprawdzały również ich odwagę oraz ogólną wiedzę o świecie. Jeżeli umiejętności walki i odwaga nowo przybyłych nie były na wymaganym dla walczącego mnicha poziomie, mnisi z "Pawilonu Przygotowań i Selekcji" mogli zadecydować, by kandydat pozostał w klasztorze przez jakiś czas, jeśli mistrzowie dostrzegli w nim pozytywne zadatki. W tym okresie brał on udział w bezpośrednich jak i pośrednich treningach, które trwały aż do dnia "Święta Wyboru Żołnierzy", w którym był on przeegzaminowany i w przypadku powodzenia zaliczony w poczet "Walczących Mnichów".
Kiedy w wieku dwudziestu sześciu lat Wu Song po raz pierwszy przybył do klasztoru, został poddany testom w Pawilonie Przygotowań i Selekcji. Okazało się, że nie przeszedł go pozytywnie pod względem umiejętności walki i odwagi, jednakże na podstawie jego ubioru i postawy mnisi z pawilonu zdecydowali, że ma on pozytywny potencjał. "Sześciostronna Czapka Bohatera" został więc umieszczona na jego głowie, i nosił on długą czysto białą "szatę bohatera". Kolorowy, długi na sześć i pół metra jedwabny pas wyszywany symbolem feniksa był ściśle owinięty wokół jego talii, a wysokie do pół łydki buty ozdobione były wizerunkiem konia i trzech strzał. Wspaniały, wysokiej klasy miecz zwisał u jego pasa. Był on zaledwie średniego wzrostu, ale miał grube, czarne brwi, zdrową, rumianą twarz, a jego mowa i zachowanie tryskały energią. Na podstawie tych cech mnisi zdecydowali, by pozostał on w klasztorze w celu wytrenowania go. Pewnego ranka, gdy gór Sung Shan była spowita mgłą, tak gęstą, że widoczność była ograniczona do zaledwie kilku kroków, jeden z mistrzów z Pawilonu Przygotowań i Selekcji odszukał Wu Song'a i powiedział mu, że przeor polecił im obu udać się do Luoyang, aby odebrać dziesięć halabard zamówionych w rodzinie kowali pracujących dla mnichów.
Po wysłuchaniu tych słów Wu Song wyruszył natychmiast ze starym mistrzem w drogę. W czasie podróży, gdy wkroczyli na przełęcz Huan Yuan, usłyszeli powyżej siebie zbliżający się łoskot. Wu Song spoglądał w górę, starając się dojrzeć we mgle przyczynę hałasu, lecz nic nie mógł dostrzec. Gdy nagle zobaczył wielki, okrągły głaz wyłaniający się z mgły i staczający się wprost na ich głowy, było już zbyt późno, by się ruszyć. W tym samym momencie jego towarzysz pociągnął go w tył, podskoczył w przód i prawą nogą kopnął w spadający głaz, kierując go w bok. Zlany zimnym potem Wu Song zapytał:
"Mistrzu, jak udało ci się kopnąć ten głaz i nie przestraszać się?" Mistrz odpowiedział: "A czegóż tu się bać? Takiego małego kamienia? Gdy twoje nogi będą wystarczająco dobrze wytrenowane, zrobienie czegoś podobnego i dla ciebie nie będzie niczym trudnym.".
Usłyszawszy te słowa Wu Song nabrał odwagi.
Halabardy dla świątyni Shaolin wykuwane były przez rodzinę kowali w "Kuźni Arhatów" z czystej, wysokiej jakości stali, a każda z nich ważyła około 16 kilogramów. Mistrz po odebraniu ich związał je w dwie wiązki, jedną składającą się z czterech, i drugą z sześciu halabard. Patrząc na starego mistrza, jego siwe włosy i szczupłe, sprawiające wrażenie wręcz wątłego ciało, Wu Song oceniał jego wiek na co najmniej sześćdziesiąt lat. Zdecydował więc, że skoro jest młody i silny, weźmie większą z nich, lecz starusze był odmiennego zdania. Uważał on, że jego wytrenowane nogi i ramiona są wystarczająco silne do niesienia większej wiązki halabard, więc Wu Song może dźwigać mniejszą z nich. Nie mając innego wyjścia, Wu Song usłuchał mistrza i zastosował się do jego słów. Po zarzuceniu broni na ramiona, dwóch mnichów wyruszyło w drogę powrotną do klasztoru Shaolin. Do czasu, gdy minęli wioskę Li Cun, Wu Song był już cały zlany potem, i miał duży problem z dotrzymaniem kroku dziarskiemu staruszkowi. Pomyślał nawet, aby poprosić go o chwilę odpoczynku, ale zanim zdążył otworzyć usta, jego towarzysz podróży powiedział:
"Przeor rozkazał, abyśmy wrócili do świątyni jeszcze dzisiaj,
więc pospiesz się i ruszaj raźniej!"
Wu Songowi nie pozostało więc nic do powiedzenia, a ponieważ jego mistrz szedł przed nim, robił, co w jego mocy, by za nim nadążyć. Gdy dotarli do wsi Canjiadian, usta Wu Songa były bardzo wysuszone i spierzchnięte, a oczy i gardo okropnie go piekły i paliły. Już miał zasugerować, aby poprosić mieszkańców wsi o miskę wody, lecz starzec ponownie powiedział, zanim ten zdążył otworzyć usta:
"Idziemy dalej, zaciśnij zęby! Gdy dojdziemy na szczyt przełęczy
napijemy się wody ze jianyinquan, tzn: "źródła wyciętego w skale mieczem".
Mówiąc te słowa, stary mnich wciąż zwinnie wspinał się po stromym górskim stoku. Wu Song nie ośmielił się więc powiedzieć ani słowa, ani uczynić żadnego gestu mogącego wskazywać na jego wyczerpanie. Nie pozostawało mu nic innego, jak zacisnąć usta i nadal podążać za starcem. Ścieżka wiodąca w górę wiła się nieustannie, pełna była zakrętów i kamieni. Legendarne źródło jianyinquan, o którym wspominał stary mnich, powinno znajdować się tuż pod górskim szczytem. Zgodnie z legendą, zostało ono wykute w solidnej skale uderzeniem miecza przez Liu Bang'a ( 256-195 roku p.n.e), założyciela dynastii Han, gdy ten przemierzał przełęcz w trakcie inwazji na królestwo Qin. Wu Song słyszał, ze woda z tego źródła jest krystalicznie czysta, zimna i słodka, i nawet w czasach, gdy bardzo dużo jej czerpano, nigdy nie przestawała płynąć, źródło nie wyczerpywało się. Wszystkie myśli i energia Wu Songa skupiły się więc na dojściu do owego źródła i zamiarze napicia się z niego. Gdy jednak dotarli do kolejnego zakrętu ścieżki, niedaleko jianyinquan, towarzysz Wu Songa zatrzymał się, poożył swój oręż na ziemi i powiedział, aby Wu Song sam poszedł dalej do źródła, gdyż on zamierza chwilkę odpocząć. W tym czasie powoli zaczynało już zmierzchać, i wszystko wokół ginąc w ciemnościach, stawało się niewyraźne. Myśl o źródlanej wodzie znajdującej się nieopodal wprost obsesyjnie wypełniała umysł Wu Songa, który poprawiwszy sobie wiązkę halabard na ramieniu bez chwili wahania ruszył dalej w górę z nowym zapałem. Gdy tylko dotarł do źródła, rzucił wiązkę halabard na ziemię, podbiegł do krawędzi wody i przykucnąwszy zaczerpnął wodę złączonymi dłońmi. Gdy podnosił dłonie z wodą do ust, usłyszał w pobliżu przerażające zawodzenie. Obejrzawszy się, ujrzał goblina, z czerwonymi oczami, zielonym nosem, szeroko rozwartymi krwawo czerwonymi ustami z wystającymi z nich ociekającymi jadem kłami, o ciele pokrytym białymi piórami, który właśnie sięgał swymi szponami do jego oczu. Przerażony Wu Song zerwał się na równe nogi i zaczął uciekać przed ścigającym go tuż za jego plecami goblinem. Nie zdążył odbiec daleko, gdy nagle pojawił się przed nimi mistrz Wu Songa, który po odrzuceniu swej wiązki, natychmiast podjął walkę z goblinem. Po kilku sekundach mnich zamarkował cios lewą pięścią, a prawą uderzył goblina w okolice serca. Stwór z żałosnym krzykiem odwrócił się i uciekł. Wu Song nie myśląc już nawet o napiciu się ze źródła zapytał:
"Dlaczego nie boisz się demonów?
Tego odesłałeś w nocne ciemności jednym ciosem!"
Mistrz odpowiedział:
"Demony są, jak domowe zwierzęta, lub niektórzy ludzie.
Jeśli jesteś twardy, wówczas są tchórzliwe. Jeśli jesteś miękki i tchórzliwy,
wówczas cię zgniotą i rozszarpią.
Jeśli przeciwstawisz im się z determinacją,
i masz wytrenowane w sztuce walki dłonie, nie masz się czego obawiać."
Po usłyszeniu tych słów w Wu Songa wstąpiła nowa energia i siła. Po napiciu się ze źródła, obaj mężczyźni powrócili cało do świątyni.
"Niespodziewana lekcja"
Pewnego razu, nad górami otaczającymi klasztor Shaolin długo padał ulewny deszcz. Szalejąca ulewa spowodowała powstanie spływających z górskich stoków kaskadami potoków wody i błota, wpływających do wezbranych górskich rzek. W tym czasie jeden z mistrzów Pawilonu Przygotowań i Selekcji wnikliwie przyglądał się Wu Song'owi, po czym powiedział mu, że przeor polecił im obu udać się w góry na Szczyt Falujących Sosen, by wykopać tam i przynieść do klasztoru leczniczy korzeń żeńszenia. Wu Song przyjrzał się mnichowi, i ocenił jego wiek na około czterdzieści lat. Miał on przytroczoną do ramion długą na około trzy metry bambusową tyczkę zakończoną przytwierdzonym do niej stalowym hakiem (bosak), oraz owinięte wokół ciała dwa zwoje grubych konopnych powrozów. Przed wyruszeniem w drogę, Wu Song wziął również podobny bambusowy bosak. Gdy stanęli na górskim szczycie, nie mogli znaleźć ani jednego żeńszenia. Rosły tam jedynie dwie stare górskie sosny, rozkładające swoje konary nad krawędzią klifu. Mistrz powiedział do Wu Song'a:,/p>
"Być może żeńszeń znajdziemy na sąsiadującym
Szczycie Obfitującym Zielenią?"
Wu Song spojrzał na pobliski "Szczyt Obfitujący Zielenią", z jego wznoszącymi się jeszcze wyżej wierzchołkami ginącymi w chmurach. Cała sąsiednia góra pokryta była zielenią oraz żółtymi i czerwonymi kwiatami. Gdy stanęli na jej zielonym szczycie, ujrzeli urwisty kanion szeroki na trzydzieści metrów i głęboki naokoło osiemdziesiąt metrów. Był on wypełniony pyłem wodnym powstałym ze spływającej po skalnych ścianach potokach wody, które uderzając o skały rozbryzgiwały się z hukiem na mglisty wodny pył. Wu Song stojąc na szczycie i spoglądając w dół doznał na ten widok zawrotu głowy. Szybko cofnął się i zapytał mistrza, jak zamierza przejść na drugą stronę kanionu ponad huczącym w dole potokiem. Mistrz podniósł bez słowa dwie liny i dał mu jedną z nich, nakazując mu zawiązać jeden jej koniec wokół pnia starej sosny, a drugi wokół swojej talii. Tłumacząc, jak ma to uczynić i pokazując, jak wiązać węzeł, drugi koniec swojej liny również przywiązał do pnia drzewa. Gdy to uczynił, mistrz niespodziewanie pociągnął Wu Song'a nad krawędź klifu, i wypchnął poza jego krawędź w przepaść. Gdy Wu Song spadał w dół, otoczył go zimny wiatr wodna mgła, a nawet bryzgi samej wody. Po chwili zwisał on już na linie nogami w gorę, nad szalejącym poniżej potokiem, tryskającym na niego bryzgami wody i piany. Gdy zaczynał krzyczeć z przerażenia, zobaczył, że towarzyszący mu mnich ie zwinnie opuścił się wraz z bosakiem w dół na swojej lin, zahaczył jego linę, po czym, po wyjściu w górę, wyciągnął go na szczyt.
Gdy to uczynił, mistrz zapytał:
"Czy przestraszyłeś się?"
Ponieważ serce Wu Song'a nadal biło jak oszalałe i był on w szoku, nic nie powiedział. Wówczas mistrz kontynuował:
"Musisz dużo trenować zarówno sztukę walki, jak i ducha.
Będziesz wówczas bardzo odważny, i niewiele zdarzeń będzie cię w stanie
przestraszyć. A z pewnością, nie tak mały kanion, jak ten."
Gdy nadszedł czas powrotu do klasztoru, mistrz owinął się jedną liną w talii, po czym używając bosaka, jak tyczki, przeskoczył nad wąwozem na sąsiedni szczyt. Wówczas, chwytając linę Wu Song'a lekko pociągnął go do siebie. Jednak Song biorąc przykład z mistrza zamierzał uczynić to samo, i przeskoczyć nad kanionem. Mistrz odgadując jego zamiar, rzekł:
"Jest już późno, czas wracać. Przećwiczysz to innym razem".
"Wilk"
Jakiś czas później pojawiły się pogłoski o ogromnym wilku grasującym w górach Shaosi, zabijającym świnie i owce wieśniaków. Pawnego dnia przed obiadem przeor w wielkim "Holu Szlachetnych Klejnotów Bohaterów" ogłosił, że ten, kto złapie wilka, będzie odpowiednio uhonorowany za tę znaczną zasługę, a także otrzyma nagrodę niezależnie od tego czy jest on mnichem, czy zwykłym, świeckim uczniem klasztoru. Wu Song stał słuchając tych słów i zastanawiając się nad tym, gdy jeden z mistrzów z Pawilonu Przygotowań i Selekcji podszedł do niego mówiąc:
"Wu Song! Czy ośmieliłbyś się zapolować na wilka?!"
"Oczywiście" odparł Wu Song, dzielnie wypinając pierś. Wyprawa w góry w poszukiwaniu wilka zajęła mu cały dzień. Pomimo, że szukał wszędzie, nie znalazł żadnego jego śladu. Gdy zapadła noc, zszedł w dolinę Daxian. Jej ściany były wysokie i strome, a kamienista ziemia porośnięta była chwastami i krzakami. W miarę, jak schodził coraz niżej, dolina stała się jeszcze węższa i jej ściany bardziej strome. Po kilku godzinach, gdy spojrzał w górę, niebo nad jego głową wyglądało, jak czarna tkanina usiana mrugającymi do niego gwiazdami. Był zmęczony, więc usiadł na dużym kamieniu, by choć przez chwilkę odpocząć. Gdy już jednak usiadł, natychmiast zapadł w drzemkę. Obudził go odgłos dyszenia i coś dotknęło jego szyi. Gdy odruchowo machnął ręką za siebie, jego dłoń wylądowała na futrze. Zrywając się na równe nogi, rozejrzał się wokoło, dostrzegając wielkiego wilka z oczami wielkimi jak spodki, wpatrującego się w niego w świetle gwiazd. Wu Song odskoczył w prawo, a następnie w lewo, a wilk skoczył za nim. Bez względu na to, jak szybko się poruszał, wilk był równie szybki, cały czas wyjąc. Starając się zachować spokój, Wu Song przypomniał sobie, co jego nauczyciele powtarzali mu wielokrotnie. Opanowawszy się, wskoczył z powrotem na skałę i gdy wilk podążył za nim, szybko wykonał technikę " zwróć twarz w kierunku księżyca", chwytając wilka oburącz za kark. Następnie uniósł zwierzę w górę, i gdy wilk rzucał się i szarpał starając się walczyć, Wu Song usłyszał, jak ktoś mówi:
"Wu Song, odrzuć go!"
Potężnym skrętem swego ciała i siłą ramion rzucił on wilkiem o skupisko skał znajdujące się w odległości trzech metrów. Gdy wilk uderzyło skały rozległo się krótkie trzaśnięcie, i wilk padł martwy na ziemię.
Spoglądając w ciemności, Wu Song dostrzegł dwóch mistrzów, którzy byli towarzyszami dwóch jego ostatnich wędrówek. Poruszyło go to do tego stopnia, że z oczu popłynęły mu łzy. Kłaniając się im "w pas" zapytał:
"Mistrzowie, co tu robicie? Jest przecież środek nocy! Jak mnie odnaleźliście?"
Dwaj mnisi zaśmiali się tylko, i poklepując Wu Song'a powiedzieli:
"W porządku! Jesteś już wystarczająco dobry,
by zostać "walczącym mnichem Shaolin".
Pewnego dnia, gdy Wu Song był już "walczącym mnichem", wykorzystał okazję, aby porozmawiać z obu mistrzami, którzy mu towarzyszyli w tej przerażającej wycieczce. Zapytał ich:
"Czy to był jedynie zbieg okoliczności, że jednego dnia w gęstej mgle
spotkałem zarówno goblina, jak i wielki spadający głaz?
Dlaczego właśnie w czasie powodzi wezwaliście mnie,
abym poszedł szukać
Korzeń żeńszenia?"
Obaj mnisi powiedzieli, że jest to jedna z metod , którą Pawilon Przygotowań i Selekcji przygotował do treningu odwagi. Wu Song pozostał w klasztorze Shaolin i trenował ciężko przez osiem lat, by potem po opuszczeniu klasztoru dokonać zadziwiających osiągnięć opisanych w "Jing Yanggang walczy z tygrysem".
Gdynia 2003-06-27
Shaolin
WU SUNG WALCZĄCY Z TYGRYSEM
Sławomir Pawłowski
luohan@poczta.wp.pl
Gdyńska Szkoła Shaolin Kung Fu
Komiks ten został stworzony na podstawie 23 rozdziału powieści "Z nad brzegu Wody" p.t. "Wu Sung walczący z tygrysem na stoku rzeki Chingyang".
Wu Sung był człowiekiem walecznym, odważnym i prawym. Te cechy jego charakteru spowodowały, że wiele osób było mu niechętnych, obawiając się go. Doprowadziło to do sytuacji, w której zmuszony został do opuszczenia rodzinnej miejscowości i wieloletniej tułaczki po całym kraju. Po wielu latach wędrówki, będąc już dojrzałym mężczyzną, wybrał się w podróż do domu swojego starszego brata. Gdy dotarł w pobliże rzeki Chingyang w okręgu Yangku, usłyszał, że okolice rzeki odwiedza dziki tygrys, który zabił wielu ludzi. Z tego powodu podróżnicy i kupcy nie wędrowali samotnie nocami, lecz gromadzili się rankiem w dużych grupach i wspólnie przeprawiali się przez rzekę. Oficjalne rządowe obwieszczenia ostrzegały samotnie wędrujących podróżków przed niebezpieczeństwem, zobowiązywały ponadto myśliwych zamieszkałych na terenie okręgu do zabicia lub złapania tygrysa przed ściśle określoną datą. Nie wywiązanie się przez nich w terminie z nakazu, oznaczało dla nich publiczną karę chłosty. Czujny i krzepki Wu Sung nie przejął się zbytnio tymi nowinami, wędrując samotnie przez niebezpieczną okolicę. Gdy lekko pijany opuscił przydrożną karczmę, udał się nad rzekę, wypatrując dzikiej bestii i oczekując jej ataku. Gdy tygrys wyskoczył z zarośli i zaatakował go, ten zamiast unikać walki i uciekać, odważnie podjął ją i zabił zwierzę. Śmiałością i brawurą zjednał sobie przychylność okolicznych mieszkańców, uwalniając ich od niebezpieczeństwa.
![]() |
| W trakcie podróży do domu starszego brata |
![]() |
| Po drodze dostrzega edykt rządowy ostrzegający przed tygrysem |